show menu
+ Menu
wyznania-mówcy

Wyznania mówcy.

Spraw by ludzie Cię słuchali.
Confessions of a Public Speaker
Autor: Scott Berkun

To naj­lep­sza książka o wystą­pie­niach publicz­nych jaka kie­dy­kol­wiek została wydana. Pozycja obo­wiąz­kowa dla każ­dego, kto się tym zaj­muje. Wspaniałe, kon­kretne porady i oso­bi­ste opowieści.

To wspa­niały spo­sób na życie, otrzy­my­wa­nie pie­nię­dzy za myśle­nie, ucze­nie się i wymianę pomysłów.

Moim celem jest spraw­dze­nie, jak długo będę w sta­nie pro­wa­dzić nie­za­leżne życie wyłącz­nie dzięki temu, co piszę i co mówię.

Jeśli kocha się idee, mówie­nie i pisa­nie to natu­ralne kon­se­kwen­cje. Znamy histo­rie wiel­kich myśli­cieli, ponie­waż prze­ma­wiali albo pisali.

Mam nadzieję, że pew­nego dnia będę wiel­kim myśli­cie­lem i wiem, że dopro­wa­dzi mnie tam prze­ma­wia­nie i pisanie.

Wyrażanie idei jest czę­sto jedy­nym spo­so­bem na zro­zu­mie­nie, czym one są, i dowie­dze­nia się, co tak naprawdę myślimy.

Wyrażanie się pozwala na naukę dzięki kry­tyce innych, a ja cie­szę się, że wysze­dłem na głupca, jeśli w zamian nauczę się cze­goś, czego nie nauczył­bym się w żaden inny spo­sób. Fascynuje mnie wiele pomy­słów z prze­róż­nych dzie­dzin i chciał­bym pisać i mówić o każ­dym z nich. Jestem sza­le­nie wdzięczny, że mogę utrzy­my­wać się z tego, że jestem prze­kaź­ni­kiem idei. Mam nadzieję, że będę w sta­nie robić to przez resztę mojego życia.


Wystąpienia publiczne to forma wyra­ża­nia sie­bie. Trzeba w tym uwzględ­nić temat, a wybór tematu okre­śla nas lepiej niż fak­tyczna mowa. Ja jed­nak mówię o tych rze­czach, o któ­rych piszę, to zna­czy w sumie o wszyst­kim. Nazywanie mnie myśli­cie­lem – wol­nym strzel­cem (bez względu na to, jak próżne może się to wyda­wać) jest bar­dzo trafne.

Gdy ma miej­sce jakaś kata­strofa, coś wybu­cha albo poty­kam się i upa­dam, uzy­skuję od słu­cha­czy więk­szą uwagę niż mia­łem 30 sekund temu. I jeśli nie dbam zbyt­nio o moją kata­strofę mogę wyko­rzy­stać przy­cią­gniętą w ten spo­sób uwagę i zro­bić z nią coś dobrego – cokol­wiek powiem zaraz po niej, publicz­ność z pew­no­ścią zapamięta.

Jeśli chcemy być w czymś dobrzy, pierw­szą rze­czą, która powinna się ulot­nić, jest kon­cep­cja perfekcji.

Obsesja na punk­cie per­fek­cji powstrzy­muje nasz roz­wój. Przestajemy podej­mo­wać ryzyko, co ozna­cza, że prze­sta­jemy się uczyć. Nie chcę być ide­alny. Chce być przydatny.

Pozwolono mi mówić przez 10 minut, a ponie­waż prze­cięt­nie wypo­wia­damy 2-3 słowa na sekundę, potrzebne nam jest zale­d­wie 1 500 słów mate­ria­łów (600 sekund x 2.5 słowa na sekundę).

Rzeczy, na punk­cie któ­rych mówcy mają obse­sje to zupełne prze­ci­wień­stwo tego, na czym zależy publicz­no­ści. Oni chcą, by ich zaba­wiać. Chcą się uczyć. I przede wszyst­kim, chcą by poszło nam dobrze.

Błędy, które popeł­niamy, zanim jesz­cze wypo­wiemy jakieś słowo, a które mają duże zna­cze­nie. To mię­dzy innymi…
* brak inte­re­su­ją­cej opi­nii,
* nie­ja­sne myśle­nie o swoim prze­sła­niu,
* nie pla­no­wa­nie spo­so­bów na uświa­do­mie­nie tego prze­sła­nia publicz­no­ści.
To błędy, które mają zna­cze­nie. Jeśli potra­fimy usta­lić, jak je napra­wić, nic wię­cej nie ma znaczenia.

Strach sku­pia uwagę. Wszystkie fajne, inte­re­su­jące rze­czy w życiu niosą ze sobą obawy.

Wszystkie dobre rze­czy niosą ze sobą moż­li­wość porażki.

Ćwi­cze­nie: stań przy biurku, wyobraź sobie publicz­ność wokół sie­bie i prze­ma­wiaj dokład­nie tak, jakby to było naprawdę.

Jednak nie ćwicz po to, by być mistrzem, i nie ucz się na pamięć. Gdybym zro­bił jedno lub dru­gie, brzmiał­bym jak robot albo, co gor­sza, jak osoba, która bar­dzo mocno pró­buje powie­dzieć coś w dokład­nym, okre­ślo­nym, cał­ko­wi­cie nie­na­tu­ral­nym stylu, który da się wyczuć na kilo­metr. Mam zamiar po pro­stu znać moje mate­riały na tyle dobrze, by bar­dzo dobrze się z nimi czuć. Celem jest pew­ność sie­bie, nie perfekcja.

Czy mogę spra­wić, że to zadziała, jeśli spró­buję ponow­nie?
Czy ten lub poprzedni slajd potrze­buje zmian?
Czy foto­gra­fia i histo­ria mogłyby zastą­pić ten cały tekst?
Czy ist­nieje lep­sze wpro­wa­dze­nie z poprzed­niego punktu do tego?
Czy stan rze­czy się poprawi, jeśli po pro­stu zupeł­nie wyrzucę ten punkt/slajd/pomysł?
Powtarzam ten pro­ces dopóki nie przejdę przez całą mowę, nie popeł­nia­jąc więk­szych błędów.

Chcę, żeby moje ciało było tak zre­lak­so­wane, jak to tylko moż­liwe i spa­lam sporo ener­gii fizycz­nej wcze­śniej w ciągu dnia. Zawsze idę na siłow­nię ran­kiem w dniu prze­mó­wie­nia z zamia­rem uwol­nie­nia dodat­ko­wej, ner­wo­wej ener­gii, zanim wejdę na scenę.

Dla celów pry­wat­nych – powiedzmy, gdy Google lub Ferrari orga­ni­zuje dla swo­ich pra­cow­ni­ków coroczne wyda­rze­nie – ile jest wart mówca, który spra­wiłby, że pra­cow­nicy sta­liby się nieco mądrzejsi, lepsi lub bar­dziej zmo­ty­wo­wani, gdy powrócą do pracy?

Idealnym pomiesz­cze­niem na wykład jest teatr.

Zapytajmy ludzi, czy nie jest im zbyt zimno lub zbyt gorąco, a póź­niej popro­śmy orga­ni­za­to­rów przez mikro­fon, by coś z tym zro­bili (nawet, jeśli nie mogą nic z tym zro­bić, warto być jedy­nym mówcą, który przej­muje się tym, jak czuje się publiczność).

Wysłuchajmy poprzed­niego mówcy. Czasem w poprzed­nim prze­mó­wie­niu usły­szymy żart lub komen­tarz, który możemy pod­chwy­cić, albo któ­rego możemy chcieć unik­nąć, wie­dząc, że był wyko­rzy­stany wcześniej.

Paranoja gene­ruje ude­rza­jąco duże praw­do­po­do­bień­stwo, że stwo­rzymy to, czego się oba­wiamy, a to pod­trzy­mu­jąc paranoję.

Jeśli chcę, by publicz­ność dobrze się bawiła, to sam muszę się dobre bawić. Jeśli chcę, by się śmiali, sam muszę się śmiać. Jednak muszę to zro­bić w taki spo­sób, by mogli nawią­zać ze mną kon­takt, co jest trudne do wyko­na­nia. Pijany toast na weselu jest czę­sto świetną zabawą dla wyko­nu­ją­cego go, ale dla wszyst­kich innych jest żało­sny. Jednak wspa­niali mówcy potra­fią nawią­zy­wać kon­takt, dzie­ląc się auten­tyczną czę­ścią samych sie­bie, by stwo­rzyć wyjąt­kowe, pozy­tywne doświad­cze­nie dla publiczności.

Nigdy nie twier­dzi­łem, że mam nowy pomysł. Zajmuję się oczy­wi­sto­ściami. Prezentuję, powta­rzam i glo­ry­fi­kuję oczy­wi­sto­ści – ponie­waż oczy­wi­sto­ści to coś, co trzeba ludziom powie­dzieć.
Największą potrzebą ludzi jest wie­dza na temat tego, jak obcho­dzić się z innymi; powinno im to przy­cho­dzić natu­ral­nie, ale tak nie jest. – (Dale Carnegie)

Problemem więk­szo­ści złych pre­zen­ta­cji, które widuje, nie jest prze­ma­wia­nie, slajdy, wygląd czy jaka­kol­wiek z rze­czy, na punk­cie któ­rych ludzie mają obse­sje. Jest nim nato­miast brak myślenia.

Wszystkie dobre wystą­pie­nia publiczne opie­rają się na dobrym myśleniu.

Przekształćmy wstępny zestaw pomy­słów w jasne punkty.

Gdy pla­nu­jemy swoje prze­mó­wie­nie, zacznijmy od speł­nie­nia poniż­szych warun­ków. Ludzie przy­cho­dzą, ponie­waż:
Chcą się cze­goś nauczyć.
Chcą być zain­spi­ro­wani.
Mają nadzieję, że ich zaba­wimy.
Mają potrzeby, które chcą, byśmy zaspo­ko­ili.
Pragną poznać ludzi, któ­rzy też są zain­te­re­so­wani tema­tem.
Szukają pozy­tyw­nych doświad­czeń, któ­rymi mogą podzie­lić się z innymi.
Są zmu­szeni, by tam być, przez swo­ich sze­fów, rodzi­ców, wykła­dow­ców lub współmałżonków.

Gdy 100 ludzi słu­cha nas przez godzinę, daje to 100 godzin czasu ludzi, który ludzie poświę­cają temu, co mamy do powie­dze­nia. Jeśli nie możemy spę­dzić 5 do 10 godzin na przy­go­to­wa­niach, ulep­sza­jąc swój prze­kaz tak, by jak naj­le­piej dopa­so­wać się do ich potrzeb, to co to mówi o naszym sza­cunku do czasu publiczności.

TYTUŁ
W tytule zaj­mijmy silne sta­no­wi­sko. Wszystkie prze­mó­wie­nia i pre­zen­ta­cje mają punkt widze­nia, a my powin­ni­śmy wie­dzieć jaki jest nasz.

Zacznijmy od moc­nego tytułu. Tytuły przy­cią­gają bar­dzo nie­wiele uwagi, jed­nak zawsze są to pierw­sze słowa na slaj­dach. I jeśli prze­ma­wiamy na spo­tka­niu lub kon­fe­ren­cji, od tego zależy to, czy ludzie będą chcieli wybrać się na naszą prezentację.

Jeśli zaty­tu­łuję ją „Kreatywność dla począt­ku­ją­cych” od razu ska­zuję się na porażkę. W jaki spo­sób miał­bym powie­dzieć wszystko, co począt­ku­jący musi wie­dzieć o kre­atyw­no­ści? I dla­czego publicz­ność mia­łaby chcieć wie­dzieć wszystko? To byłoby nudne i zaję­łoby wiecz­ność. Dobre wykłady nigdy nie są wszech­stronne, ponie­waż nie jest to wła­ściwy format.

Lepszym tytu­łem byłby „Jak być kre­atyw­nym wyko­nu­jąc nudną pracę” albo „Zielone jaja i burza mózgów: jak nauczyć się kre­atyw­no­ści czy­ta­jąc Dra Seussa”.

Ludzie naprawdę chcą mieć wgląd. Chcą punktu widze­nia. Dobry mówca lub nauczy­ciel znaj­dzie je.

Możecie ścią­gnąć jaki­kol­wiek z poniż­szych tytu­łów, by zna­leźć się na naj­lep­szej dro­dze do moc­niej­szej pre­zen­ta­cji:
Pięć naj­częst­szych pro­ble­mów z _____ i jak je roz­wią­zać
Dlaczego _____
jest do kitu i co możemy z tym zro­bić
Najczęściej zada­wane pyta­nia i genialne odpo­wie­dzi na temat
_____
Prawda o 
_____ i jak może nam to pomóc
Mądre skróty i sprytne sztuczki na temat
_____, które znają tylko eks­perci
Pięć powo­dów, dzięki któ­rym wygra­cie dając mi
_____
Dlaczego _____ zmieni Wasze życie na zawsze, za darmo, już teraz


Myślmy uwa­ża­nie o naszej kon­kret­nej publicz­no­ści. Musimy wie­dzieć, dla­czego tam są, jakie są ich potrzeby, jaka jest ich wie­dza na dany temat, jakie są ulu­bione teo­rie, w które wie­rzą, i jak według nich zmieni się świat, gdy nasz wykład się skończy.

Niech kon­kretne punkty będą tak zwię­złe, jak to tylko możliwe.

Każdy punkt powi­nien zmie­ścić się w poje­dyn­czym, ści­słym, inte­re­su­ją­cym zda­niu. Argumenty mogą być dłu­gie, ale nikt nie powi­nien mieć wąt­pli­wo­ści co do tego, jakie jest nasze sta­no­wi­sko pod­czas gdy je argumentujemy.

Jeśli jasno prze­my­ślę moje punkty, nawet jeśli zapo­mnę, na jakie kon­kretne spo­soby mia­łem je przed­sta­wić, wciąż mogę przed­sta­wić je publicz­no­ści.
Jeśli jestem bie­gły w mojej dzie­dzi­nie, mogę zaofe­ro­wać aneg­doty w natu­ralny spo­sób.
W efek­cie, dzięki cięż­kiej pracy nad jasnym, sil­nym i dobrze uar­gu­men­to­wa­nym zary­sem, udało mi się już zbu­do­wać trzy wer­sje prze­mowy:
1. Krótka pre­zen­ta­cja (tytuł)
2. Wersja pię­cio­mi­nu­towa (wypo­wie­dze­nie każ­dego punktu i krót­kie pod­su­mo­wa­nie)
3. Pełna wer­sja (ze slaj­dami, fil­mami i wszyst­kim, co wzmac­nia każdy z punktów)

Mark Twain, Winston Churchill i Franklin Roosevelt – oni wszy­scy wyko­rzy­sty­wali krótki zarys w postaci pię­ciu lub sze­ściu punk­tów – czę­sto zawie­ra­ją­cym tylko kilka słów na każdy punkt – które poma­gały im przy­po­mnieć sobie godzinne prze­mó­wie­nia w trak­cie ich wygłaszania.

Jeśli dosta­tecz­nie prze­my­ślimy wszystko wcze­śniej, wszystko czego potrze­buje nasz mózg to krótka lista, a więk­szość mowy zaj­mie się sama sobą.

Gdy milk­nie cała publicz­ność. Wszystkie roz­mowy i sze­le­sty ustają, i wszy­scy, w mniej wię­cej tym samym cza­sie zaczy­nają cze­kać na to, co ma się wyda­rzyć. Nazywa się to uci­sze­niem tłumu, ale tak naprawdę jest to moment, w któ­rym tłum się two­rzy. 200 uni­ka­to­wych osób, z róż­nymi myślami i pomy­słami staje się teraz jedną jed­nostką, łącząc się po raz pierw­szy, by skie­ro­wać zjed­no­czoną uwagę na przed­nią część sali.
Dziwne jest to, że publicz­ność oddaje kon­trolę nie­zna­nemu. Nie widzieli filmu wcze­śniej. Nie sły­szeli wykładu ani nie widzieli sztuki. To akt sza­cunku i nadziei – i jest on niesamowity.

Tylko kilka rze­czy na świe­cie może uci­szyć pomiesz­cze­nie pełne ludzi, a począ­tek wystą­pie­nia jest jedną z nich.
Ten wyjąt­kowy moment to jedyny czas, w któ­rym mam pełną uwagę całej publiczności.

To, jak dobrze mi pój­dzie na początku zależy od tego, jak wyko­rzy­stam potęgę tego momentu.
Jak utrzy­mam uwagę ludzi, gdy ten moment już minie?

Nigdy nie poświę­cajmy ponad 10 minut na poje­dyn­czy punkt.
Ukształtujmy cały wykład na pod­sta­wie kolej­no­ści punk­tów, któ­rych usły­sze­niem zain­te­re­so­wana jest publiczność.

Z zało­że­nia nie­równo roz­kła­damy siły; mamy na przy­kład 100 sena­to­rów, 50 guber­na­to­rów i tylko jed­nego pre­zy­denta, a ogrom wła­dzy każ­dego z nich jest więk­szy niż repre­zen­to­wa­nego przez nich oby­wa­tela. Nierówna dys­try­bu­cja sił jest nie­zbędna, do sku­tecz­nego wyko­ny­wa­nia zadań.

Przez więk­szość czasu w histo­rii cywi­li­za­cji jedy­nymi publicz­nymi mów­cami byli wodzo­wie, kró­lo­wie i fara­ono­wie. Jednak nie­wielu mów­ców wyko­rzy­sty­wało olbrzymi poten­cjał tej wła­dzy. Większość mów­ców tak bar­dzo oba­wia się zro­bić coś nie­ty­po­wego, że mar­nują siłę, którą publicz­ność chcia­łaby, żeby wykorzystali.

Najłatwiejszym spo­so­bem wyko­rzy­sta­nia wła­dzy jest usta­le­nie tempa.

Mam na ten wykład 30 minut i muszę omó­wić pięć punk­tów. Poświęcę każ­demu z nich pięć minut, a pozo­stały czas prze­zna­czę na pyta­nia.”
Wypowiedzenie tego zaj­muje jakieś 10 sekund, jed­nak za tę małą cenę wciąż posia­dam uwagę zgro­ma­dzo­nych, ponie­waż znają plan.

Gdy już mamy uwagę wszyst­kich ludzi, krótko przed­stawmy im to, jak wszystko się potoczy.

Coś jest nie tak, gdy mija 60 sekund, a my wciąż nie prze­szli­śmy do pierw­szego punktu. Nie mar­nujmy czasu na prze­sta­wia­nie swo­jego życio­rysu czy opo­wia­da­nie histo­rii wstecz („naj­pierw prze­czy­ta­łem o bla bla w bla bla”). To ich nie obchodzi.

O pierw­szej minu­cie należy myśleć jak o zwia­stu­nie fil­mo­wym: powinna być pełna dra­ma­ty­zmu, eks­cy­ta­cji i pod­kre­ślać, dla­czego ludzie powinni nadal słuchać.

Najlepszym spo­so­bem na przy­cią­gnię­cie uwagi jest opo­wie­dze­nie histo­rii, która obcho­dzi publicz­ność. Wtedy mają dwa powody do zain­te­re­so­wa­nia: sytu­ację i to, komu się ona przytrafia.

Teraz coś o kodach podat­ko­wych.”
To po pro­stu nudny fakt, uno­szący się gdzieś w prze­strzeni, zachę­ca­jący ludzi do skie­ro­wa­nia uwagi gdzie indziej. Zupełnie ina­czej jest, gdy powiemy:
„80% z osób na widowni jest zdez­o­rien­to­wa­nych pozy­cją 5. lub 6. for­mu­la­rza zwro­tów podat­ko­wych, co kosz­tuje was 500$. Oto jak nie popeł­niać tego błędu.”
Nawet, jeśli temat jest tak ogłu­pia­jąco nudny jak for­mu­la­rze podat­kowe, staje się on inte­re­su­jący, jeśli mówca przej­muje się zarówno pro­ble­mem, jak i ludźmi, któ­rych on dotyka.

Wpływ to funk­cja, która przy­kuwa czy­jąś uwagę, łączy się z tym, co do tej pory uwa­żali za ważne i koja­rzy to uczu­cie z tym, co chcemy, by zoba­czyli, zro­bili albo poczuli. Łatwiej jest naj­pierw opo­wie­dzieć swoją histo­rię, potem nakre­ślić wokół niej koło znaczeń/połączeń, wyko­rzy­stu­jąc to, co zoba­czymy i usły­szymy w odpo­wie­dzi od słuchaczy.

Jeśli ludzie poświę­cają nam godzinę swo­jego czasu na to, byśmy do nich mówili, ocze­kują, że będziemy pewni tego, co mówimy i robimy.

Jeśli będziemy bawić się pilo­tem do lap­topa, nie będziemy orien­to­wać się we wła­snych slaj­dach albo będziemy prze­pra­szać za to, że nie przy­go­to­wa­li­śmy się lepiej do pre­zen­ta­cji, sta­nie się jasne, że nie jeste­śmy warci ich uwagi. Nie odgry­wamy roli, jakiej ocze­kują – pew­nego sie­bie, jasno wyra­ża­ją­cego się, zmo­ty­wo­wa­nego i być może zabaw­nego eks­perta w jakiejś dziedzinie.

Nie musimy być ide­alni, ale musimy grać swoją rolę. Innymi słowy, musimy być więksi niż jeste­śmy.
Mówmy gło­śniej, przyj­mujmy moc­niej­sze postawy i zacho­wujmy się bar­dziej agre­syw­nie niż zacho­wy­wa­li­by­śmy się w nor­mal­nej roz­mo­wie. To są zasady występowania.

Powszechnym błę­dem, który popeł­niają ludzie jest kur­cze­nie się na sce­nie. Nie stańmy się zbyt uprzejmi i ostrożni.

Bądźmy pełną pasji, zain­te­re­so­waną i w pełni obecną wer­sją samych siebie.

Sztuka gra­nia to nie ćwi­cze­nie sztucz­nego zacho­wy­wa­nia się. To ucze­nie się jak stać się bar­dziej eks­pre­syw­nym i zasto­so­wa­nie tego w życiu na sce­nie i poza nią. Wszyscy mówcy mogą sko­rzy­stać, jeśli dowie­dzą się cze­goś o teatrze.

Wiem połowę z tego, co wie na dany temat moja publicz­ność, a jed­nak nadal ich zadzi­wiam, zaska­kuję i zaba­wiam tym, w jaki spo­sób snuję swoje histo­rie.
To spra­wia, że przej­ścia mię­dzy slaj­dami są nie­zwy­kle ważne. Muszę wie­dzieć, co pojawi się w następ­nej kolej­no­ści i tak usta­lić to, co powiem przy bie­żą­cym slaj­dzie, by kolejny się opła­cił.
To, czy zro­bię to dobrze zależy od tego, jak wiele ćwi­czę. Nie pamię­tam przejść pomię­dzy punk­tami lub tego, jak jedna histo­ria będzie się naj­le­piej łączyć z kolejną, dopóki nie powtó­rzę wszyst­kiego i nie nauczę się, jak to zrobić.

Najprostszym rodza­jem napię­cia, które możemy wytwo­rzyć, a następ­nie uwol­nić jest pro­blem i roz­wią­za­nie.
Jeśli nasza prze­mowa zwiera kilka waż­nych dla publicz­no­ści pro­ble­mów, a my obie­camy uwol­nić napię­cie stwo­rzone przez te pro­blemy poprzez roz­wią­za­nie każ­dego z nich, odnie­siemy duży suk­ces.
Publiczność będzie nas śle­dzić przez każdą sekwen­cję napię­cia i roz­wią­za­nia.
Jeśli świet­nie sobie pora­dzimy z pierw­szym roz­po­zna­nym pro­ble­mem i zapro­po­nu­jemy prak­tyczny lub inspi­ru­jący spo­sób, by dać mu radę, publicz­ność zosta­nie z nami przez całą przemowę.

W trak­cie wystą­pie­nia możemy także wyko­rzy­stać publicz­ność, by uzy­skać opi­nię na temat jego tempa.
Zapytajmy „Ilu z was uważa, że mówię zbyt wolno?”, a potem „Ilu z was uważa, że mówię za szybko?”.
Teraz mamy aktu­alne dane i możemy się odpo­wied­nio dopasować.

Najgłupszą rze­czą, którą może zro­bić mówca, jest zapy­ta­nie publicz­no­ści „Czy są jakieś pyta­nia co do tego, co wła­śnie powie­dzia­łem?”
To brzmi jak groźba, jak­by­śmy wyzy­wali publicz­ność, by pod­wa­żyła nasz auto­ry­tet, czego nie podej­mie się więk­szość ludzi.
Zamiast tego, sprawmy, by pyta­nie było pozy­tywne i inte­rak­tywne. Na przy­kład „Czy jest coś, co chcie­li­by­ście, żebym wyjaśnił?”.

Pozwólmy publicz­no­ści pomóc nam w opo­wia­da­niu histo­rii lub pokażmy im, co już wie­dzą:
„Czy ktoś tutaj wie, kto wyna­lazł ser­nik?”
Potem przy­znajmy nagrody, przy­zwo­ite rze­czy, o któ­rych wiemy, że są popu­larne wśród tłu­mów, na przy­kład egzem­plarz naszej książki, albo kupon poda­run­kowy do Starbucks za 10$. Poziom uwagi publicz­no­ści z pew­no­ścią wzrośnie.

Jeśli znamy inte­re­su­jące, wyzy­wa­jące pro­blemy zwią­zane z naszym tema­tem, prze­stawmy je publicz­no­ści. Wybierzmy na tyle małe pro­blemy, by można było je roz­wią­zać w ciągu 30-60 sekund.

Nawet jeśli nikt nie odpo­wie na zadane pyta­nie, wię­cej ludzi będzie słu­chać ciszy, która zapad­nie w pomiesz­cze­niu, niż gdy mówi­li­śmy, zanim wszy­scy zamilkli.

Nigdy nie należy się oba­wiać wpro­wa­dze­nia zasad, któ­rych wiemy, że publicz­ność chcia­łaby, byśmy prze­strze­gali.
Gdy mamy wąt­pli­wo­ści, popro­śmy ludzi o pod­nie­sie­nie rąk: „Czy powi­nie­nem kon­ty­nu­ować ten temat, czy przejść dalej?”. Jeśli zechcą, byśmy prze­szli dalej, powin­ni­śmy to zro­bić.
Gdy wpro­wa­dzamy popu­larną zasadę, ponow­nie anga­żu­jemy ludzi, któ­rzy popie­rają tę zasadę. Przywracamy swoją wła­dzę i zysku­jemy sza­cu­nek publiczności.

Nie wahajmy się prze­rwać gadule, uci­szyć gościa roz­ma­wia­ją­cego przez tele­fon i prze­szko­dzić gru­pie odby­wa­ją­cej pry­watną, lecz roz­pra­sza­jącą roz­mowę. Dopóki jeste­śmy uprzejmi i bez­po­średni, będziemy bohaterami.

Zawsze pla­nujmy i ćwiczmy, by skoń­czyć wcześniej.

Duża lek­cja pły­nąca z bycia w tele­wi­zji jest pro­sta: zawsze wystę­pu­jemy.
Za każ­dym razem gdy otwie­ramy usta i spo­dzie­wamy się, że ktoś będzie słu­chał, zacho­wu­jemy się ina­czej, niż gdy­by­śmy byli sami.

Im więk­sza publicz­ność, tym powin­ni­śmy być więksi. Głos powi­nien być gło­śniej­szy, gesty rękoma bar­dziej dra­ma­tyczne, a nasze tempo bar­dziej entu­zja­styczne.
W szcze­gól­no­ści powin­ni­śmy się tak zacho­wy­wać w tele­wi­zji. Ponieważ nasze wystą­pie­nie może poja­wić się na malut­kim tele­wi­zorku z salo­nie lub w oknie prze­glą­darki na kom­pu­te­rze, powin­ni­śmy wyda­wać się duzi, by prze­być tę odległość.

Bez względu na to, za pośred­nic­twem jakiego medium wystę­pu­jemy, sprawmy, by wystą­pie­nie wyda­wało się prost­sze i mniej ofi­cjalne. To sztuka spra­wia­nia, by to, co nie­na­tu­ralne, wyda­wało się naturalne.

Robienie cze­goś inte­re­su­ją­cego spra­wia, że będziemy regu­lar­nie sły­szeć sprzeczne opinie.

Czasami opi­nia nie doty­czy nawet naszej pracy – jeste­śmy po pro­stu łatwym celem dla jadu, który gro­ma­dzi się w ludziach w ciągu ich życia. Jesteśmy po pro­stu pierw­szą rze­czą, którą ludzie mogą oce­nić, po tym, jak przez wiele dni byli okrut­nie oce­niani przez innych. Chcą się wyżyć i wyży­wają się na nas.

W roz­mo­wie z wystę­pu­ją­cym, więk­szość ludzi mówi miłe, pro­ste i pozy­tywne rze­czy. W wyniku tego tysiące złych mów­ców żyją wra­że­niem, że radzą sobie nieźle.

Od więk­szo­ści nauczy­cieli ocze­kuje się bar­dzo nie­wiele. Gdy ludzie słu­chają wykładu, więk­szość z nich jest dość zado­wo­lona, gdy są zale­d­wie zabawiani.

Wiarygodność nadaje gospo­darz. Jeśli gospo­darz powie „To jest eks­pert ds. X” ludzie w to uwie­rzą. Ludzie chęt­nie zakła­dają wia­ry­god­ność na pod­sta­wie tego, jak i przez kogo został przed­sta­wiony mówca.

Nasz wygląd, zacho­wa­nie, postawa i nasta­wie­nie mają zna­cze­nie. Każda publicz­ność ocze­kuje pew­nych powierz­chow­nych ele­men­tów i jeśli je zre­ali­zu­jemy, reszta jest łatwiejsza.

Im bar­dziej wyglą­dam, jakby mi zale­żało, tym bar­dziej praw­do­po­dobne jest, że publicz­no­ści także będzie zależeć.

Oto tro­chę rze­czy­wi­stych opi­nii, któ­rych potrze­bują mówcy:
Jak wypa­dła moja pre­zen­ta­cja w porów­na­niu z innymi?
Jaka jedna zmiana naj­bar­dziej ulep­szy­łaby moją pre­zen­ta­cję?
Na jakie pyta­nia ocze­ki­wa­li­ście, że odpo­wiem, a pozo­stały bez odpo­wie­dzi?
Jakie iry­tu­jące rze­czy prze­szko­dziły mi w przed­sta­wie­niu wam tego, czego potrzebowaliście?

Lepsze pyta­nia do zada­nia przy­by­łym to:
Czy dobrze wyko­rzy­sta­łem wasz czas?
Czy pole­ci­li­by­ście ten wykład innym?
Czy w wyniku tej mowy roz­wa­ża­cie zro­bie­nie cze­goś ina­czej?
Czy wie­cie, co robić dalej, by kon­ty­nu­ować naukę?
Czy byli­ście zain­spi­ro­wani lub zmo­ty­wo­wani?
Jak sym­pa­tyczny wyda­wał się wam mówca?
Jak kon­kretne były według was mate­riały mówiącego?

Zadajmy pyta­nia stu­den­tom tydzień lub mie­siąc póź­niej (by zoba­czyć, co fak­tycz­nie zostało w ich głowach).

Wykorzystajmy tech­no­lo­gię, by pomo­gła nam poka­zać, co fak­tycz­nie zro­bi­li­śmy.
Jeśli za bar­dzo boimy się oglą­da­nia samych sie­bie w trak­cie prze­mó­wie­nia, jak możemy ocze­ki­wać, że będzie nas oglą­dać publicz­ność?
Nie pro­śmy ludzi, by słu­chali cze­goś, czego sami nie słu­cha­li­śmy. Po pro­stu to zróbmy.

Jeśli nie podoba nam się to, co widzimy, skróćmy to. Weźmy 30 sekun­dowy – krótki, mate­riał dłu­go­ści reklamy i ćwiczmy, dopóki nie wyj­dzie nam dobrze. Następnie dodajmy więcej.

Uczniowie zawsze ryzy­kują wię­cej niż ich nauczy­ciele, co pomaga wyja­śnić prze­stęp­cze zacho­wa­nia nie­któ­rych uczniów. Boją się oblać lub być skry­ty­ko­wa­nym i zawsty­dzo­nym przed całą klasą, więc pierwsi odrzu­cają nauczyciela.

Czy kie­dy­kol­wiek zasta­na­wia­li­ście się, dla­czego tak wielu nauczy­cieli w szko­łach wydaje się tak zmę­czo­nych, tak wypa­lo­nych? Nie zaczy­nali w ten spo­sób. Uczenie cze­go­kol­wiek rok po roku, obser­wo­wa­nie jak wielu uczniów ma pro­blemy z opa­no­wa­niem lek­cji pożera duszę i nie ma moż­li­wo­ści, by nie ode­brało nam miło­ści, która na początku popchnęła nas do nauczania.

Nauczanie, gdy działa jak powinno, jest jed­nym z naj­bar­dziej satys­fak­cjo­nu­ją­cych doświad­czeń. Zobaczenie, że idea, którą wyja­śni­li­śmy, zostaje przez kogoś zro­zu­miana i sku­tecz­nie zasto­so­wana jest inna niż wszyst­kie życiowe przyjemności.

Jeśli weź­miemy dwóch odda­nych, w miarę inte­li­gent­nych ludzi: jed­nego zain­te­re­so­wa­nego naucza­niem, dru­giego chcą­cego się uczyć, może wyda­rzyć się coś wspa­nia­łego. Pomyślmy o mistrzu i cze­lad­niku, men­to­rze i pro­te­go­wa­nym. W nauce wygry­wają małe liczby.

Sukces nauki jeden na jed­nego został już udo­wod­niony w histo­rii, wiele tak zwa­nych wyjąt­ko­wych talen­tów było uczo­nych przez rodzica lub przy­ja­ciela rodziny (Einstein, Picasso i Mozart, wszy­scy są w tej gru­pie). Tak, mieli zdu­mie­wa­jący talent, ale byli też uczeni pry­wat­nie przez ludzi, któ­rzy inwe­sto­wali w ich naukę.

Nauczanie jest intym­no­ścią umy­słu i nie da się jej osią­gnąć, jeśli musimy pra­co­wać w dużych grupach.

Trzy rze­czy, które zro­bił mój brat, a które powi­nien zro­bić każdy i nie jest zasko­cze­niem fakt, że łatwiej je zre­ali­zo­wać w mniej­szej gru­pie uczniów:
Sprawmy, by zaję­cia były aktywne i inte­re­su­jące.
Zacznijmy od ana­li­zo­wa­nia tego, co inte­re­suje uczniów.
Dopasujmy się do tego, jak ucznio­wie reagują na nr 1 i 2.

Słyszę i zapo­mi­nam. Widzę i pamię­tam. Robię i rozumiem.”

O ile wykła­da­nie jest trudne, o tyle danie publicz­no­ści zaję­cia jest dużo trudniejsze.

Nauczyciel musi zejść z drogi; zamiast być gwiazdą, uła­twia uczniom zdo­by­cie doświad­cze­nia. Nauczyciel może osią­gnąć to dzięki ćwi­cze­niom, grom i wyzwa­niom, w któ­rych odgrywa raczej wspo­ma­ga­jącą niż pierw­szo­pla­nową rolę.

Jeśli chcemy nauczyć kogoś umie­jęt­no­ści zwią­za­nej z zacho­wa­niem, na pew­nym eta­pie uczeń powi­nien ją przećwiczyć.

To wyja­śnia, dla­czego wielu wykła­dow­ców i guru, będą­cych fan­ta­stycz­nymi mów­cami, jest jakimś cudem okrop­nymi nauczy­cie­lami. Gdy ich „ucznio­wie” wycho­dzą z wykładu, nie wie­dzą jak wyko­rzy­stać cokol­wiek z tego, co usły­szeli. Biorąc pod uwagę geniusz wykła­dowcy zakła­dają, że to oni sta­no­wią pro­blem i pod­dają się.

Stwórzmy dla swo­ich uczniów ćwi­cze­nia, by mogli pod­szko­lić kon­kretne umie­jęt­no­ści, a potem podzielmy ich na małe grupy tak, by mogli współ­pra­co­wać i zasto­so­wać pomy­sły wyja­śnione na wykładach.

Ludzie nigdy nie zasy­piają, jeśli są cen­trum danego doświadczenia.

Poinformujmy wszyst­kich, że mogą zapy­tać „Kogo to w ogóle obcho­dzi?” w każ­dej chwili, a my zro­bimy wszystko, by wytłu­ma­czyć w jaki spo­sób jaka­kol­wiek nie­ja­sna rzecz, o któ­rej mówimy łączy się z tym, dla­czego się tu znajdują.

Skupianie się na fak­tach i wie­dzy uła­twia nauczy­cie­lowi utrzy­ma­nie kon­troli i pozo­sta­nie w cen­trum wyda­rzeń. W rze­czy­wi­sto­ści, umie­jęt­ność zro­bie­nia tylko jed­nej rze­czy ma ogra­ni­czony zwią­zek z ilo­ścią posia­da­nej przez nas wiedzy.

Pamiętajmy o naszej ciężko zdo­by­tej wie­dzy, ale jed­no­cze­śnie pamię­tajmy, jak to było, gdy byli­śmy kom­plet­nymi nowicjuszami.

Zapytajmy sie­bie w róż­nych momen­tach pre­zen­ta­cji:
Czy znają już ten fakt lub lek­cję?
Czy muszę im wyja­śnić ten punkt w inny spo­sób?
Czy są prze­sy­ceni infor­ma­cjami i potrze­bują prze­rwy albo chwili śmie­chu?
Czy są zbyt cwani i potrze­bują wyzwania?

Niemożliwe jest ucze­nie kogoś dobrze, bez ucze­nia się cze­goś po dro­dze.
Dobrzy nauczy­ciele słu­chają rów­nie wiele, co mówią, impro­wi­zu­jąc w swo­ich mate­ria­łach na pod­sta­wie tego, co sły­szą i bada­jąc, czy miało to pozy­tywne skutki.

Chociaż uwiel­biam roz­ma­wiać z inte­re­su­ją­cymi, przy­ja­znymi ludźmi, jestem ogrom­nie szczę­śliwy, gdy jestem sam.
Ludzie, któ­rzy w trak­cie pracy są w cen­trum uwagi – jak komicy, nauczy­ciele i wykła­dowcy – są poza sceną bar­dziej cisi niż więk­szość ludzi. Spalają wiele swo­jej ener­gii spo­łecz­nej w trak­cie pracy.
Jeśli macie inte­re­su­jącą opi­nię, czę­sto się śmie­je­cie i przy­nie­sie­cie butelkę faj­nego wina, z wielką chę­cią z wami poroz­ma­wiam. Jednak bio­rąc wszystko pod uwagę, jestem ogrom­nie szczę­śliwy, mając dobrą książkę i ładny widok.

Studiowałem teatr impro­wi­zo­wany. Nauczyłem się tam jak patrzeć i jak słu­chać. Humor i intu­icja wyni­kają z poświę­ca­nia uwagi, a nie ze spe­cjal­nych talentów.

Najłatwiejszym spo­so­bem, by być inte­re­su­ją­cym jest być szcze­rym. Ludzie rzadko mówią to, co naprawdę czują, jed­nak tego naj­bar­dziej pra­gnie publicz­ność. Jeśli potra­fimy powie­dzieć prawdę, którą więk­szość ludzi oba­wia się powie­dzieć, jeste­śmy bohaterami.

Koszule to naj­lep­sze, naj­bar­dziej godne zaufa­nia miej­sce na przy­pię­cie mikrofonu.

Dobrze trak­tujmy kame­rzy­stów. Mogą zro­bić wiele rze­czy, by spra­wić, żeby­śmy wyglą­dali, albo brzmieli głu­pio. Spytajmy ich o rady.

Wykorzystajmy emfazę, by każdy z punk­tów był tak jasny, jak to moż­liwe. Możemy posłu­chać jakie­goś wiel­kiego mówcy i roz­bi­jać każde wypo­wia­dane przez niego zda­nie po to, by zoba­czyć, w któ­rych miej­scach kła­dzie nacisk. Będzie wyko­rzy­sty­wał róż­nego rodzaju akcen­to­wa­nia, jak na przy­kład powta­rza­nie słów, pauzy, gesty rękoma, a nawet mówie­nie szeptem.

Większość ludzi mówi „yyy” lub „eee” w trak­cie prze­ma­wia­nia. Nazywa się je dźwię­kami wypeł­nia­ją­cymi.
Wykonujemy je głów­nie dla­tego, by nadal uczest­ni­czyć w kon­wer­sa­cji. Dajemy znać ludziom, z któ­rymi roz­ma­wiamy, że jesz­cze nie skoń­czy­li­śmy mówić.
Gdy jeste­śmy w trak­cie pre­zen­ta­cji to nie jest konieczne, ponie­waż tylko my trzy­mamy mikrofon.

Mówienie „yyy” jest złe. Nic nie zabija naszej wła­dzy nad pomiesz­cze­niem tak, jak brak ciszy.

Cisza ustala pod­sta­wową war­tość ener­gii w pomiesz­cze­niu. Czasami, gdy w pomiesz­cze­niu panuje cisza, ludzie zwra­cają wię­cej uwagi niż wtedy, gdy mówimy.

Posłuchajmy komi­ków spe­cja­li­zu­ją­cych się w stand-upie: około 20-30% czasu przy mikro­fo­nie spę­dzają w ciszy, czę­sto tylko po to, by dać publicz­no­ści się pośmiać i cie­szyć się tym, co wła­śnie powie­dzieli albo by stwo­rzyć prze­rwę, by póź­niej zacząć kolejną rzecz, którą chcą powiedzieć.

Cisza zapew­nia czas na sku­pie­nie się i prze­my­śle­nia. Odpowiednie wyczu­cie w cza­sie wymaga umie­jęt­no­ści aktor­skich. Cisza przy­daje się po pyta­niach reto­rycz­nych albo po tym jak przed­sta­wimy problem.

Gdy sta­jemy z przodu sali, musimy upew­nić się, że nie zacho­wu­jemy się je ktoś, kto nigdy tego nie robił.

Żadna publicz­ność nie chce czuć, że prze­pro­wa­dzamy na nich próbę na sucho, chyba że w jakiś spo­sób nasze eks­pe­ry­menty spra­wiają im frajdę (co jest jed­nak mało prawdopodobne).

Jeśli tempo pre­zen­ta­cji jest nie­ja­sne, albo nie jeste­śmy pewni w jakim kie­runku zmie­rzamy, jeste­śmy żół­wiem na haju.

Wejdźmy w rytm, za któ­rym publicz­ność nadąży.
Miejmy dobrze okre­ślone, pro­ste, jed­no­lite tempo.
Podzielmy czas na tyle punk­tów, ile chcemy omó­wić i poświęćmy równą ilość czasu na każdy z nich.
Możemy też dalej podzie­lić każdy punkt na poje­dyn­cze argu­menty, które rów­nież powinny mieć jasny, pro­sty rytm, za któ­rym można nadążyć.

Małe gesty, które powta­rzamy, mogą roz­pra­szać. Jeśli będziemy cią­gle pocie­rać nos, albo wkła­dać ręce do kie­szeni i wycią­gać je z nich, w końcu odcią­gnie to uwagę od tego, co mówimy.

Wszyscy mamy ulu­bione zwroty, któ­rych uży­wamy zbyt czę­sto, jak na przy­kład „Tutaj cho­dzi o”, „A teraz…” albo „A tutaj mamy” przy przed­sta­wia­niu każ­dego nowego slajdu. Zawsze ist­nieje inny spo­sób, by powie­dzieć tę samą rzecz, ale naj­pierw musimy zauwa­żyć, na któ­rych zwro­tach pole­gamy częściej.

Musimy wyda­wać się na tyle natu­ralni, by ludzie mogli sku­pić się na tym, co mówimy i musimy wyda­wać się zado­wo­leni, że tam jesteśmy.

Niewielu ludzi mówi z pasją. Ludzie myślą, że są pełni pasji, ale dla publicz­no­ści wygląda to zale­d­wie śred­nio wciągająco.

Co 10 minut ponow­nie przy­cią­gajmy uwagę publicz­no­ści, by usta­lić po pro­stu, kto wciąż jest z nami.

Czasem mówię: „Sprawa wygląda tak. Chciałbym, żeby­ście poświę­cili mi pięć minut nie­po­dziel­nej uwagi. Jeśli po pię­ciu minu­tach będzie­cie znu­dzeni, będzie­cie uwa­żać mnie za idiotę, albo będzie­cie mieć więk­szą ochotę na prze­glą­da­nie Sieci niż na słu­cha­nie, może­cie to zro­bić. Nie będę mieć nic prze­ciwko, jeśli fak­tycz­nie wsta­nie­cie i wyj­dzie­cie po pię­ciu minu­tach. Jednak przez pierw­sze 300 sekund, pro­szę poświęć­cie mi nie­po­dzielną uwagę.”

Większość ludzi zamyka laptopy.

Pamiętajmy o tym, nie­któ­rzy ludzie robią na lap­to­pach notatki. Mogą na żywo pisać na blogu lub Twitterze o tym, co mówimy, bar­dzo roz­sze­rza­jąc naszą publicz­ność poza pomiesz­cze­nie. Otwarty lap­top nie zawsze ozna­cza, że jeste­śmy ignorowani.

Gospodarz jest naszym prze­wod­ni­kiem. Powinien powie­dzieć nam, czy jest coś, o czym powin­ni­śmy wie­dzieć, jak na przy­kład nie­dawne zwol­nie­nia albo inne złe wia­do­mo­ści, o któ­rych mogą myśleć ludzie. Jeśli wpa­damy w para­noję, możemy zapy­tać „Czy jest coś, co wyda­rzyło się nie­dawno, a o czym powi­nie­nem wiedzieć?”.

Poznaj swoją
następną
ulubioną
książkę.
Mądrego zawsze miło posłuchać
Czego uczą nas marki, którym ufamy?
My, zadajemy sobie to pytanie każdego dnia.
W tym miejscu chcielibyśmy dzielić się z Tobą efektami naszych poszukiwań.

Potrzeba pewności
Pragniemy mieć pew­ność i jeste­śmy bar­dziej skłonni pod­jąć dzia­ła­nie, jeśli dostępne są kon­kretne informacje.
Wieloznaczność może wywo­łać reak­cję na zagro­że­nie, która skut­kuje nie­po­ko­jem.

Wykorzystana w małych daw­kach – takich jak inte­re­su­jące wyzwa­nie – łagodna nie­pew­ność może zwra­cać uwagę (szcze­gól­nie wtedy, gdy ludzie wykształ­cili u sie­bie nawyki). Jednak wie­lo­znacz­ność może rów­nież pro­wa­dzić do bez­czyn­no­ści: ludzie rza­dziej dzia­łają w opar­ciu o nie­ja­sne infor­ma­cje. Jakie infor­ma­cje poda­jesz, by pomóc ludziom pod­jąć decy­zję? Czy celowo two­rzysz wra­że­nie pew­no­ści lub niepewności?
Jestem zainteresowany!
Do: studio@owocni.pl
Od:
Twoja wiadomość
Witam, nazywam się , chętnie nawiąże kontakt z Owocnymi w sprawie współpracy nad nowym projektem. Poproszę o kontakt i wstępną ofertę. Mój numer telefonu to:
[Dostosuj tę wiadomość]
  • Częste pytania
    Ważne pytania i odpowiedzi
    1A co jeśli wasz projekt po
    prostu mi się nie spodoba?
    odpowiedź
    2Jak obsługujecie małe
    i początkujące firmy?
    odpowiedź
    3Jak wygląda
    współpraca na odległość?
    odpowiedź
    4Jaką gwarancję
    jakości otrzymam?
    odpowiedź
    5Ile wynosi minimalny
    budżet projektu?
    odpowiedź
    6Jak rozpocząć współpracę?
    odpowiedź
    Zapytaj o swój projekt
  • Broszura
    Jestem zainteresowany!
    Broszura
    firmowa.
    Jest darmowa!Niezbędna na zebraniu
    lub spotkaniu biznesowym.
    Pobierz broszurę - kliknij

Opublikuj treść u siebie

Chcesz zamieścić tą treść na swoim
blogu, za darmo? Nic prostszego!

Wystarczy, że wstawisz link zwrotny.
Zobacz jak publikować nasze treści.

  • Pisz dla nas
    Pisz dla nas, ekspercie

    Szanowny ekspercie.
    Podziel się wiedzą i odbierz zapłatę.

    Za dobrą treść, płacimy dobre pieniądze.
    Sprawdź to - kliknij tutaj.

  • Wesprzyj nas
    IMarketing

    Podoba Ci się to co robimy?
    - Udziel nam wsparcia, to łatwe - sprawdź tu.

Kliknij lubię to na
x
Będziemy Ci bardzo wdzięczni za
sugestie lub informację o napotkanym
błędzie. Każdego dnia wkładamy wiele
pracy, aby te strony były lepsze.

Pozwól nam Tobie podziękować:
no-spam