show menu
+ Menu
TheARTofWAR

The War of Art

Break Through the Blocks and Win Your Inner Creative Battles
The War of Art
Autor: Steven Pressfield

Czy jeś pisa­rzem, który nie pisze, mala­rzem, który nie maluje, przed­się­biorcą, który nie zało­żył wła­snego biz­nesu? Czy kie­dy­kol­wiek mia­łeś wizję tego, kim możesz się stać, dzieła, któ­rego może Ci się udać doko­nać, speł­nio­nego czło­wieka, któ­rym los pozwoli Ci być? Wiesz więc, czym jest „opór”. Koniecznie prze­czy­taj „Wojnę Sztuki”, lub poniż­sze naj­waż­niej­sze notatki z książki.

Pisanie nie jest trudne. Najtrudniejsze to zasiąść do pisania.

Czy kie­dy­kol­wiek mie­li­ście wizję tego, kim może­cie się stać, dzieła, któ­rego może wam się udać doko­nać, speł­nio­nego czło­wieka, któ­rym los pozwoli wam być? Czy jeste­ście pisa­rzami, któ­rzy nie piszą, mala­rzami, któ­rzy nie malują, przed­się­bior­cami, któ­rzy nie zało­żyli wła­snego biz­nesu? Wiecie więc, czym jest „opór”.

Jak wielu z nas stało się alko­ho­li­kami i nar­ko­ma­nami, dostało raka albo ner­wicy, ule­gło poku­sie zaży­wa­nia środ­ków prze­ciw­bó­lo­wych, plot­kuje, kom­pul­syw­nie używa tele­fonu komór­ko­wego, tylko dla­tego, że nie robimy tego, do czego z głębi duszy wzywa nas nasz geniusz? Opór nas pokonuje.

Jeżeli jutro rano, każda odu­rzona i zamro­czona dusza obu­dzi­łaby się z siłą do pod­ję­cia pierw­szego kroku w stronę reali­za­cji swo­ich marzeń, każdy psy­cho­log w książce tele­fo­nicz­nej stra­ciłby pracę. Więzienia sta­łyby puste. Przemysł alko­ho­lowy i tyto­niowy pod­upadłby, wraz z prze­my­słem fast-foodowym, chi­rur­gią kosme­tyczną, dzien­ni­kar­stwem rozrywkowo-informacyjnym, nie wspo­mi­na­jąc nawet o fir­mach far­ma­ceu­tycz­nych, szpi­ta­lach i całą pro­fe­sją lekar­ską. Przemoc domowa wymar­łaby, podob­nie jak uza­leż­nie­nia, oty­łość, migre­nowe bóle głowy i wście­kłość na drodze.

Tatuś się upija, mamu­sia cho­ruje, a Janeczka poja­wia się w kościele z tatu­ażem gangu moto­cy­kli­stów. To bar­dziej zabawne niż film. I działa: nikt nic nie robi.

Akt ofiary to forma pasyw­nej agre­sji. Ofiara usi­łuje osią­gnąć satys­fak­cję nie dzięki uczci­wej pracy, ale poprzez mani­pu­lo­wa­nie innych za pomocą nie­wy­po­wie­dzia­nych (i wypo­wie­dzia­nych) gróźb. Ofiara zmu­sza innych, by pośpie­szyli na pomoc lub zacho­wy­wali się tak, jak tego ocze­kuje, gro­żąc, że jej stan zdro­wia pogor­szy się, dosta­nie kolej­nego ataku paniki, popad­nie w głęb­sze zała­ma­nie ner­wowe, albo po pro­stu gro­żąc, że uprzy­krzy im życie, jeżeli nie zro­bią tego, co chce.

Hitler chciał być arty­stą. W wieku osiem­na­stu lat zabrał swój spa­dek, sie­dem­set koron, i prze­niósł się do Wiednia, by tam miesz­kać i stu­dio­wać. Złożył papiery na Akademię Sztuk Pięknych, a następ­nie na wydział archi­tek­tury. Czy ktoś widział kie­dyś jakiś obraz jego autor­stwa? Ja też nie. Opór go poko­nał. Może prze­sa­dzam, ale powiem to tak czy siak: Hitlerowi łatwiej było roz­po­cząć drugą wojnę świa­tową niż stać i wpa­try­wać się w puste płótno.

Opór podró­żuje razem z tobą: ata­kuje każde dzia­ła­nie, które odrzuca natych­mia­stową nagrodę na rzecz dłu­go­fa­lo­wego roz­woju, zdro­wia czy uczci­wo­ści; każde dzia­ła­nie, które wynika z naszej wyż­szej, a nie niż­szej natury.

Wydaje się, że opór pocho­dzi z zewnątrz. Przypisujemy go współ­mał­żon­kom, pracy, sze­fowi, dzieciom.

Opór pocho­dzi z wewnątrz. Sami go two­rzymy i sami powtarzamy.

Im waż­niej­sza dla roz­woju duszy jest dana decy­zja lub dzia­ła­nie, tym więk­szy opór będziemy odczu­wać, gdy będziemy do nich dążyć.

Nie mówimy sobie: „nigdy nie napi­szę sym­fo­nii”. Zamiast tego mówimy: „Napiszę sym­fo­nię, tylko zacznę jutro”.

W dużej agen­cji rekla­mo­wej w Nowym Jorku, szef mówił nam: wymy­śl­cie cho­robę. Jeżeli ją wymy­śli­cie, będziemy mogli sprze­dać na nią lekar­stwo. Zaburzenia uwagi, sezo­nowe zabu­rze­nie afek­tywne, fobia spo­łeczna – to nie cho­roby, to chwyty mar­ke­tin­gowe. To nie leka­rze je odkryli, tylko copyw­ri­te­rzy, działy mar­ke­tingu i kon­cerny farmaceutyczne.

Jerry Seinfield powie­dział o swych dwu­dzie­stu latach rand­ko­wa­nia: „To spora por­cja fascy­na­cji aktorstwem”.

Opór powie­dział mi rów­nież, że nie powi­nie­nem sta­rać się uczyć innych lub przed­sta­wiać się jako osoba prze­ka­zu­jąca wie­dzę; że to próżne, ego­istyczne i być może nawet nieuczciwe.

W jaki spo­sób odczu­wamy opór? Najpierw jako nie­za­do­wo­le­nie. Czujemy się fatal­nie. Okropny smu­tek jest wszech­ogar­nia­jący. Jesteśmy znu­dzeni i niespokojni.

Żyjemy w kul­tu­rze kon­su­men­tów, która jest prze­raź­li­wie samo­świa­doma i zgro­ma­dziła całą arty­le­rię, by wyko­rzy­stać ją w poszu­ki­wa­niu zysku, sprze­da­jąc nam pro­dukty, leki, odwró­ce­nie uwagi.

Artysta i fun­da­men­ta­li­sta poja­wiają się w spo­łe­czeń­stwach o róż­nym stop­niu roz­woju. Artysta to bar­dziej zaawan­so­wany model. Jego kul­tura obej­muje dosta­tek, sta­bil­ność, dostęp do wystar­cza­ją­cej ilo­ści środ­ków, by pozwo­lić sobie na luk­sus samo­ana­lizy. Artysta jest zako­rze­niony w wol­no­ści. Nie oba­wia się jej. Ma szczę­ście. Urodził się we wła­ści­wym miej­scu. Jego pod­porą jest pew­ność sie­bie, nadzieja na przy­szłość. Wierzy w postęp i ewo­lu­cję. Wierzy, że ludz­kość robi postępy, może i prze­ry­wane i nie­do­sko­nałe, ale w stronę lep­szego świata. Fundamentalista nie ma takich poglą­dów. Jego zda­niem ludz­kość upa­dła. Prawda nie czeka na odkry­cie, ale już została odkryta. Słowo Boże zostało już wypo­wie­dziane i spi­sane przez Jego pro­roka, Jezusa, Mahometa czy Karola Marksa. Fundamentalizm to filo­zo­fia bez­sil­nych, poko­na­nych, wygna­nych i ograbionych.

Fundamentalista nie znosi wol­no­ści. Nie może zna­leźć drogi w przy­szłość, więc ucieka się do prze­szło­ści. Wraca oczyma wyobraźni do dni peł­nych chwały.

Jego kre­atyw­ność jest odwró­cona. Tworzy destrukcję.

Fundamentalizm i sztuka wza­jem­nie się wyklu­czają. Nie ma cze­goś takiego jak sztuka fundamentalistów.

Naprawdę wolna osoba jest wolna tylko w gra­ni­cach swo­jej samorealizacji.

Ci, któ­rzy nie rzą­dzą samymi sobą, ska­zani są, by zna­leźć pana, który będzie nimi rządził.

Osoby, które reali­zują się w życiu, nie­mal nigdy nie kry­ty­kują innych. Jeżeli w ogóle coś mówią, to po to, by zachęcić.

W sto­wa­rzy­sze­niu Actors Studio gospo­darz James Lipton nie­zmien­nie pyta swo­ich gości: „Co spra­wiło, że zde­cy­do­wa­łeś się przy­jąć tę kon­kretną rolę?” Aktorzy zawsze odpo­wia­dają: „Ponieważ się jej oba­wiam”. Profesjonalista podej­muje się zada­nia, które zmusi go do wysiłku. Bierze zle­ce­nie, które zmusi go do wypły­nię­cia na nie­znane wody, pozna­nia nie­świa­do­mych czę­ści swo­jego „ja”. Czy boi się? No jasne. Jest prze­ra­żony. (Z dru­giej strony pro­fe­sjo­na­li­ści odrzu­cają role, które już kie­dyś zagrali. Już się ich nie boją. Po co więc tra­cić czas?) Jeśli więc para­li­żuje cię strach, to dobry znak. Pokazuje ci, co musisz zro­bić.

Jeżeli odczu­wasz olbrzymi opór, dobra wia­do­mość jest taka, że w grę wcho­dzi też ogromna miłość. Jeżeli nie kochał­byś pro­jektu, który cię prze­raża, nie odczu­wał­byś niczego.

Santa Barbara i Ojai w Kaliforni zamiesz­kują ludzie z wyż­szej klasy śred­niej z więk­szą ilo­ścią czasu i pie­nię­dzy niż pomy­słów na to, co z nimi zro­bić; kul­ty­wo­wana jest tam także kul­tura ule­cze­nia. Ideą panu­jącą we wszyst­kich tych śro­do­wi­skach wydaje się to, że zanim roz­pocz­nie się pracę, należy się zupeł­nie wyle­czyć. Taki spo­sób myśle­nia to forma oporu. Co tak wła­ści­wie pró­bu­jemy wyle­czyć? Sportowiec wie, że nigdy nie nastąpi dzień, w któ­rym obu­dzi się i nie będzie odczu­wał bólu. Musi się z nim oswoić.

Jaki jest lep­szy spo­sób na uni­ka­nie pracy niż pój­ście na warsztaty?

Jeszcze bar­dziej nie­na­wi­dzę słowa „wspar­cie”. Wszelkie wspar­cie, jakie otrzy­mu­jemy od ludzi z krwi i kości jest jak pie­nią­dze z gry Monopoly; to nie jest legalny śro­dek płat­ni­czy w obsza­rze, w któ­rym musimy pracować.

„Kto potrafi prze­trwać dzień bez dwóch czy trzech soczy­stych racjo­na­li­za­cji. Są waż­niej­sze niż seks. Czy kie­dy­kol­wiek upły­nął wam tydzień bez racjonalizowania?”

Racjonalizacja: seria wia­ry­god­nych, roz­sąd­nych uspra­wie­dli­wień na temat tego, dla­czego nie powin­ni­śmy robić tego, co do nas należy.

Wiele z nich jest praw­dzi­wych. Jednak wszyst­kie są nic nie warte. Tołstoj miał trzy­na­ścioro dzieci i napi­sał „Wojnę i pokój”. Lance Armstrong miał raka i wygrał Tour de France.

Pracujący arty­sta nie będzie tole­ro­wał kło­po­tów w swoim życiu, ponie­waż wie, że kło­poty powstrzy­mują go od wyko­ny­wa­nia pracy.

By książka (lub dowolny inny pro­jekt czy przed­się­wzię­cie) przy­kuły naszą uwagę przez okres potrzebny do roz­wi­nię­cia, muszą prze­ma­wiać do pew­nej wewnętrz­nej roz­terki lub pasji, która ma dla nas olbrzy­mie znaczenie.

Im wię­cej ener­gii psy­chicz­nej poświę­cimy na to, by raz po raz oczysz­czać nasze życie oso­bi­ste z męczą­cych, nud­nych nie­spra­wie­dli­wo­ści, tym mniej ener­gii będziemy mieć, by wyko­ny­wać swoją pracę.

Słowo „ama­tor” pocho­dzi od łaciń­skiego słowa „kochać”. Tradycyjnie rozu­miemy je w taki spo­sób, że ama­tor robi coś z miło­ści, pod­czas gdy pro­fe­sjo­na­li­sta robi to dla pie­nię­dzy. Moim zda­niem tak nie jest. Uważam, że ama­tor nie­wy­star­cza­jąco kocha to, co robi. Gdyby naprawdę to kochał, nie trak­to­wałby tego jako dodatku, zaję­cia obok jego „praw­dzi­wego” zawodu. Profesjonalista kocha to, co robi tak bar­dzo, że poświęca temu życie. Angażuje się w peł­nym wymia­rze godzin. To wła­śnie mam na myśli, gdy mówię o zosta­niu zawo­dow­cem. Opór nas nie­na­wi­dzi, gdy prze­cho­dzimy na zawodowstwo.

Inspiracja przy­cho­dzi co rano, punkt dziewiąta.

Opór: nie pozwolę, by mnie roz­pro­szył; usiądę i zro­bię to, co do mnie należy.

W Marines uczą, jak być nie­szczę­śli­wym. Dla arty­sty to bezcenne.

Artysta poświę­ca­jący się swemu powo­ła­niu, dobro­wol­nie ska­zuje się na pie­kło: dietę skła­da­jącą się z wyob­co­wa­nia, odrzu­ce­nia, wąt­pie­nia w sie­bie, roz­pa­czy, wyśmie­wa­nia, pogardy i upokorzenia.

Cechy, które spra­wiają, że jeste­śmy profesjonalistami:

  • Przychodzimy do pracy każ­dego dnia.
  • Przychodzimy bez względu na wszystko.
  • Przez cały dzień sku­piamy się na pracy. Nasze myśli mogą się roz­pra­szać, ale ciała tkwią w kieracie.
  • Przyjmujemy pie­nią­dze za pracę. Nie przy­cho­dzimy tu dla zabawy. Pracujemy dla pieniędzy.
  • Nie utoż­sa­miamy się zbyt mocno z naszą pracą.
  • Do mistrzo­stwa opa­no­wu­jemy tech­nikę pracy.

Z kolei ama­tor za bar­dzo iden­ty­fi­kuje się ze swoim hobby, aspi­ra­cjami arty­stycz­nymi. To one go defi­niują. Jest muzy­kiem, mala­rzem, dra­ma­tur­giem. Opór to uwiel­bia; opór wie, że kompozytor-amator nigdy nie napi­sze sym­fo­nii, ponie­waż jest za bar­dzo pochło­nięty jej suk­ce­sem i zbyt prze­ra­żony jej porażką. Amator trak­tuje ją tak poważ­nie, że strach go paraliżuje.

Teraz zasta­nówmy się nad ama­to­rem. Aspirującym mala­rzem, dra­ma­tur­giem in spe. W jaki spo­sób podąża za swoim powo­ła­niem? Po pierw­sze, nie pra­cuje każ­dego dnia. Po dru­gie, nie pra­cuje bez względu na wszystko. Po trze­cie nie sku­pia się na pracy przez cały dzień. Nie jest przy­wią­zany do niej na dłuż­szą metę; stawka jest dla niego ilu­zją. Nie otrzy­muje pie­nię­dzy. I za bar­dzo utoż­sa­mia się ze swoją sztuką. Nie trak­tuje porażki z humorem.

Profesjonalista, mimo że przyj­muje pie­nią­dze, pra­cuje z miło­ści. Musi to kochać. W prze­ciw­nym wypadku z wła­snej, nie­przy­mu­szo­nej woli nie poświę­całby życia na pracę. Profesjonalista odkrył jed­nak, że zbyt wielka miłość może być czymś złym. Zbyt wielką miło­ścią można się zadła­wić. Pozorny dystans pro­fe­sjo­na­li­sty, bez­duszny cha­rak­ter jego postawy, powstrzy­mują go przed kocha­niem tego, co robi, tak bar­dzo, by mogło go to para­li­żo­wać. Granie dla pie­nię­dzy lub przy­ję­cie postawy osoby, która gra dla pie­nię­dzy obniża gorączkę.

Zawodowiec sku­pia się na tech­nice. Profesjonalista opa­no­wuje „jak”, a „co” i „dla­czego” zosta­wia bogom.

Zawodowiec sza­nuje swój warsz­tat. Nie uważa się za waż­niej­szego od niego. Chce posia­dać pełny zestaw umie­jęt­no­ści, gdy wresz­cie nadej­dzie inspiracja.

Opór chce, żeby­śmy uza­leż­nili nasze poczu­cie wła­snej war­to­ści, toż­sa­mość, powód, dla któ­rego żyjemy, od reak­cji ludzi na naszą pracę. On wie, że nie możemy tego znieść. Nikt nie mógłby. Profesjonalista olewa kry­ty­ków. Nawet ich nie sły­szy. Krytycy, powta­rza sobie, to nie­świa­domi rzecz­nicy oporu.

Krytycy: potra­fią w recen­zjach zawrzeć taki sam tok­syczny jad, jaki sam opór pro­du­kuje w naszych gło­wach. To ich praw­dziwe zło. Nie cho­dzi o to, że im wie­rzymy, ale wie­rzymy opo­rowi w naszych gło­wach, któ­rego nie­świa­do­mymi orę­dow­ni­kami są krytycy.

Zawodowiec uznaje swoje ogra­ni­cze­nia: zatrud­nia agenta, praw­nika, księ­go­wego. Wie, że może być pro­fe­sjo­na­li­stą tylko w jed­nej dzie­dzi­nie. Sprowadza innych zawo­dow­ców i trak­tuje ich z szacunkiem.

Robienie z sie­bie kor­po­ra­cji (albo po pro­stu myśle­nie o sobie w taki spo­sób) wzmac­nia ideę pro­fe­sjo­na­li­zmu, ponie­waż oddziela arty­stę wyko­nu­ją­cego pracę od woli i świa­do­mo­ści, które wszyst­kim kierują.

Jeżeli myślimy o sobie jak o kor­po­ra­cji, mamy do sie­bie zdrowy dystans. Jesteśmy mniej subiek­tywni. Nie trak­tu­jemy cio­sów zbyt osobiście.

Najważniejsza w sztuce jest praca. Nie ma zna­cze­nia nic poza sie­dze­niem przez cały dzień i próbowaniem.

Starożytni wyczu­wali potężne pier­wotne siły w świe­cie. By je do sie­bie przy­bli­żyć, nada­wali im ludz­kie twa­rze. Nazywali je Zeus, Apollo, Afrodyta. Indianie wyczu­wali te same tajem­nice, jed­nak nada­wali im formy zwie­rzęce: niedźwiedź-nauczyciel, jastrząb-posłaniec, kojot-psotnik.

„Cokolwiek potra­fisz zro­bić, albo o czym­kol­wiek marzysz, że umiesz, zrób to. Odwaga ma w sobie geniusz, magię i siłę. Zacznij od zaraz.”

Nikt z nas nie uro­dził się pasyw­nym, pospo­li­tym typem, który czeka, by świat wywarł na nim wra­że­nie. Mamy już bar­dzo wyra­fi­no­waną i zin­dy­wi­du­ali­zo­wana duszę. Inaczej można to przed­sta­wić tak: nie uro­dzi­li­śmy się z nie­skoń­czoną liczbą wybo­rów. Nie możemy być, kim tylko chcemy. Przyszliśmy na ten świat z jed­nym, kon­kret­nym, oso­bi­stym prze­zna­cze­niem. Mamy zada­nie do wyko­na­nia, powo­ła­nie do pod­ję­cia, sie­bie, któ­rym mamy się stać. Jesteśmy tym, kim jeste­śmy od koły­ski i nie mamy innego wyj­ścia. Naszym zada­niem w tym życiu nie jest ukształ­to­wa­nie samych sie­bie w jakiś ideał, któ­rym wydaje nam się, że powin­ni­śmy być, ale odkry­cie, kim jeste­śmy i wypeł­nie­nie przeznaczenia.

Nudny arty­sta to autor, który odga­duje myśli swo­jej publiki. Gdy siada do pracy, nie zadaje sobie pyta­nia, co jest w głębi jego duszy. Zadaje sobie pyta­nie, czego szuka rynek. Lekceważy swoją publicz­ność. Uważa, że jest lep­szy niż oni. Prawda jest taka, że śmier­tel­nie go prze­ra­żają, albo, jeśli cho­dzi o ści­słość, boi się być przy nich auten­tyczny, boi się napi­sać coś, w co naprawdę wie­rzy, coś, co uważa za interesujące.

Przy każ­dej wyko­ny­wa­nej przez sie­bie czyn­no­ści zada­waj sobie pyta­nie: czy gdy­bym był ostat­nią osobą na świe­cie, to czy nadal bym to robił?

Pogarda dla porażki jest nasza cnotą główną.

Jeżeli twoim prze­zna­cze­niem byłoby ule­cze­nie raka, napi­sa­nie sym­fo­nii lub opra­co­wa­nie zim­nej fuzji i nie doko­nał­byś tego, nie tylko skrzyw­dził­byś, czy nawet znisz­czył sie­bie samego. Skrzywdziłbyś swoje dzieci. Skrzywdziłbyś mnie. Skrzywdziłbyś całą planetę.

Kreatywna praca nie jest samo­lub­nym aktem czy próbą zwró­ce­nia na sie­bie uwagi. To dar dla świata i każ­dego jego stwo­rze­nia. Nie oszu­kuj nas w tym, co robisz. Daj nam to, co masz w sobie.

Poznaj swoją
następną
ulubioną
książkę.
Mądrego zawsze miło posłuchać
Czego uczą nas marki, którym ufamy?
My, zadajemy sobie to pytanie każdego dnia.
W tym miejscu chcielibyśmy dzielić się z Tobą efektami naszych poszukiwań.

Sekwencje
Chętniej podej­mu­jemy dzia­ła­nia, gdy skom­pli­ko­wane czyn­no­ści roz­bite są na mniej­sze zadania.
Trudno jest ukoń­czyć skom­pli­ko­wane zada­nie, jak na przy­kład „załóż konto ban­kowe”, „uzu­peł­nij swój pro­fil”.

Zamiast tego, roz­bij skom­pli­ko­wane zada­nia na małe, łatwe do ukoń­cze­nia czyn­no­ści. Może to być sekwen­cja kro­ków albo po pro­stu lista rze­czy, które musza być wyko­nane, by posu­nąć się naprzód w systemie.
Jestem zainteresowany!
Do: studio@owocni.pl
Od:
Twoja wiadomość
Witam, nazywam się , chętnie nawiąże kontakt z Owocnymi w sprawie współpracy nad nowym projektem. Poproszę o kontakt i wstępną ofertę. Mój numer telefonu to:
[Dostosuj tę wiadomość]
  • Częste pytania
    Ważne pytania i odpowiedzi
    1A co jeśli wasz projekt po
    prostu mi się nie spodoba?
    odpowiedź
    2Jak obsługujecie małe
    i początkujące firmy?
    odpowiedź
    3Jak wygląda
    współpraca na odległość?
    odpowiedź
    4Jaką gwarancję
    jakości otrzymam?
    odpowiedź
    5Ile wynosi minimalny
    budżet projektu?
    odpowiedź
    6Jak rozpocząć współpracę?
    odpowiedź
    Zapytaj o swój projekt
  • Broszura
    Jestem zainteresowany!
    Broszura
    firmowa.
    Jest darmowa!Niezbędna na zebraniu
    lub spotkaniu biznesowym.
    Pobierz broszurę - kliknij

Opublikuj treść u siebie

Chcesz zamieścić tą treść na swoim
blogu, za darmo? Nic prostszego!

Wystarczy, że wstawisz link zwrotny.
Zobacz jak publikować nasze treści.

  • Pisz dla nas
    Pisz dla nas, ekspercie

    Szanowny ekspercie.
    Podziel się wiedzą i odbierz zapłatę.

    Za dobrą treść, płacimy dobre pieniądze.
    Sprawdź to - kliknij tutaj.

  • Wesprzyj nas
    IMarketing

    Podoba Ci się to co robimy?
    - Udziel nam wsparcia, to łatwe - sprawdź tu.

Kliknij lubię to na
x
Będziemy Ci bardzo wdzięczni za
sugestie lub informację o napotkanym
błędzie. Każdego dnia wkładamy wiele
pracy, aby te strony były lepsze.

Pozwól nam Tobie podziękować:
no-spam