show menu
+ Menu
what-technology-wants

What Technology Wants

Technology is a living force...

Autor: Kevin Kelly

Technologia podob­nie do bio­lo­gii jest żyjącą siłą, która może roz­sze­rzyć nasz poten­cjał, jeśli będziemy słu­chać czego chce. Fascynujące spoj­rze­nie na tech­no­lo­gię z per­spek­tywy histo­rii i filo­zo­fii; skąd pocho­dzi tech­no­lo­gia, dokąd zmierza.

Techniumsłowo ukute, by okre­ślać więk­szy, glo­balny sys­tem tech­no­lo­gii z ogromną liczbą połą­czo­nych ze sobą elementów.

Postrzeganie naszego świata przez pry­zmat tech­no­lo­gii uka­zało mi więk­szy cel. A odkry­cie, czego chce tech­no­lo­gia, zmniej­szyło mój wewnętrzny kon­flikt doty­czący tego, gdzie mam się w tym wszyst­kim odnaleźć.

Sieci inter­ne­towe łączą ludzi z pomy­słami, moż­li­wo­ściami i innymi ludźmi, któ­rych nie mogliby poznać w inny spo­sób.
Sieci inter­ne­towe uwal­niają pasje, kumu­lują kre­atyw­ność i pomna­żają hojność.

Trzymam tech­no­logię na wycią­gnię­cie ręki, tak bym łatwo mógł sobie przy­po­mnieć, kim jestem.

Przez wieki naukowcy nazy­wali wytwa­rza­nie rze­czy „rze­miosłem”, a wyra­ża­nie swo­jej pomy­sło­wo­ści „sztuką”.

Jakkolwiek byśmy zde­fi­nio­wali życie, jego esen­cja nie tkwi w mate­rial­nych ele­men­tach, jak DNA, tkanki czy ciało, ale w nie­uchwyt­nym upo­rząd­ko­wa­niu ener­gii i infor­ma­cji zawar­tych w tych mate­rial­nych formach.

Jeśli tysiące lini­jek liter w UNIX-ie okre­śla się jako tech­no­lo­gię, to tysiące lini­jek liter w języku angiel­skim także musi się kwa­li­fi­ko­wać. Oba sys­temy mogą zmie­nić nasze zacho­wa­nie, odmie­nić bieg wyda­rzeń lub umoż­li­wić wymy­śle­nie wyna­laz­ków w przyszłości.

Potrzeby pier­wot­nia­ków są nie­świa­dome, nie­wy­po­wie­dziane – bar­dziej jak pra­gnie­nia czy skłonności.

JĘZYK: Stworzenie języka było pierw­szą oso­bli­wo­ścią ludzi. Zmieniło wszystko. Życie po stwo­rze­niu języka było nie­wy­obra­żalne dla tych, któ­rzy żyli na długo przed nim.

JĘZYK: Nowa idea może się szybko roz­prze­strze­niać, jeśli ktoś może ją wyja­śnić i prze­ka­zać innym, żeby nie musieli jej wymy­ślać sami. Jednak główną zaletą języka nie jest komu­ni­ka­cja, ale auto­ge­ne­ro­wa­nie. Język to sztuczka, która pozwala umy­słowi kwe­stio­no­wać samego sie­bie; magiczne lustro, które odkrywa umy­słowi to, co myśli umysł; uchwyt, który zmie­nia umysł w narzę­dzie. Mając kon­trolę nad śli­skim, bez­ce­lo­wym dzia­ła­niem samo­świa­do­mo­ści i auto­re­fe­ren­cji, język może zaprzę­gnąć umysł do wielu nowych pomy­słów. Bez mózgo­wej struk­tury języka nie mogli­by­śmy uzy­skać dostępu do wła­snej aktyw­no­ści umy­sło­wej. Z pew­no­ścią nie mogli­by­śmy myśleć w taki spo­sób, w jaki myślimy. Jeśli nasze umy­sły nie mogłyby opo­wia­dać histo­rii, nie mogli­by­śmy two­rzyć świa­do­mie; mogli­by­śmy two­rzyć tylko przez przy­pa­dek. Dopóki nie okieł­znamy umy­słu dzięki sys­te­mowi narzę­dzi pozwa­la­ją­cych mu komu­ni­ka­cję z samym sobą, mamy do czy­nie­nia ze błą­ka­ją­cymi się myślami bez żad­nej nar­ra­cji. Mamy dziki umysł. Mamy mądrość bez narzędzi.

W wielu współcze­snych ple­mio­nach zbieracko-łowieckich brak obcią­że­nia róż­nymi rze­czami jest uwa­żany za zaletę, a nawet cnotę. Niczego ze sobą nie noszą; zamiast tego spryt­nie two­rzą lub zdo­by­wają to, co jest potrzebne, wtedy, gdy jest to potrzebne.

Im bar­dziej noma­dyczne plemię, tym bar­dziej było poko­jowo nasta­wione, ponie­waż mogło po pro­stu uciec od konfliktu.

Staliśmy się głę­boko zależni od tech­no­lo­gii. Jeśli cała tech­no­lo­gia – nawet każdy nóż i włócz­nia – mia­łaby znik­nąć z pla­nety, nasz gatu­nek nie prze­trwałby dłu­żej niż kilka mie­sięcy. Żyjemy obec­nie w sym­bio­zie z technologią.

Wynalezienie rucho­mej czcionki w Europie zachęciło Chrześcijan do samo­dziel­nego prze­czy­ta­nia ich świę­tej księgi i two­rze­nia wła­snych inter­pre­ta­cji, a to wywo­łało ideę „pro­te­stu” wewnątrz i prze­ciwko religii.

Twardy, dwu­me­trowy kopiec kolo­nii ter­mi­tów działa, jak gdyby był zewnętrz­nym orga­nem owa­dów: tem­pe­ra­tura kopca jest regu­lo­wana, a po uszko­dze­niu kopiec jest napra­wiany. Wyschnięte błoto zdaje się żyć. To, co uwa­żamy za koral – kamienne struk­tury podobne do drzew – to apar­ta­men­towce nie­mal nie­wi­docz­nych żyją­tek – kora­low­ców. Koral i kora­lowce zacho­wują się jak jedno.

Schronienie jest tech­no­logią zwie­rzę­cia, jego prze­dłu­że­niem. Przedłużeniem czło­wieka jest technium.

Ubrania są prze­dłu­że­niem skóry czło­wieka, koła – prze­dłu­że­niem stóp, apa­raty foto­gra­ficzne i tele­skopy – prze­dłu­że­niem oczu.

Wiele ele­men­tów jed­nej tech­no­lo­gii jest wspól­nych dla innych tech­no­lo­gii, ogromna część postępu dzieje się auto­ma­tycz­nie, gdy ele­menty są ulep­szane dla innych zasto­so­wań „poza” główną technologią.

Główne przej­ścia w tech­nium:
Komunikacja naczel­nych
→ język, prze­kaz ustny
→ pismo/notacja mate­ma­tyczna, ręko­pisy
→ wie­dza czer­pana z dru­ko­wa­nych książek
→ metoda naukowa, pro­duk­cja rze­mieślni­cza
→ pro­duk­cja masowa, kul­tura indu­strialna
→ wszech­obecna glo­balna komunikacja

Mimowolne, prze­wi­dujące wyna­lazki nazy­wane są kooptacjami.

W moich podróżach po świe­cie ude­rzało mnie, jak bar­dzo odporne były sta­ro­żytne tech­no­lo­gie, jak czę­sto były pierw­szym wybo­rem, gdy bra­ko­wało siły i współ­cze­snych zaso­bów. Wydawało mi się, że żadna tech­no­lo­gia nigdy nie zniknęła.

Byłem w sta­nie zna­leźć każdy przed­miot wymie­niony na stro­nach stu­let­niego kata­logu. Każde narzę­dzie było dostępne w nowym wcie­le­niu i sprze­da­wane w sieci. Nic nie umarło.

Atomy wodoru w ludz­kim ciele są zupeł­nie wymie­niane co sie­dem lat. W miarę, jak się sta­rze­jemy, sta­jemy się tak naprawdę rzeką kosmicz­nie sta­rych ato­mów. Węgiel w naszych cia­łach powstał z pyłu gwiezd­nego. Materia w naszych dło­niach, skó­rze, oczach i sercu została stwo­rzona bli­sko początku świata, miliardy lat temu.

Chip kom­pu­te­rowy prze­wo­dzi przez sekundę na gram wię­cej ener­gii przez swoje maleń­kie kory­ta­rze niż zwie­rzęta, wul­kany czy słońce. Ten kawa­łek wyso­kiej tech­no­lo­gii jest naj­bar­dziej aktywny ener­ge­tycz­nie w zna­nym nam wszechświecie.

W ciągu jed­nego roku jeden orzeł zjada 100 pstrą­gów, które zja­dają 10 000 koni­ków polnych, które zja­dają 1 milion źdźbeł trawy. Dlatego, pośred­nio, potrzeba 1 miliona źdźbeł trawy, by nakar­mić jed­nego orła.

Jednak ten stos 1 miliona źdźbeł trawy jest cięż­szy niż orzeł. Ta prze­sadna nie­wy­daj­ność jest spo­wo­do­wana entro­pią. Każdy ruch w życiu zwie­rzę­cia mar­nuje nie­wielką ilość cie­pła (entro­pię), co ozna­cza, że każdy dra­pież­nik łapie mniej ener­gii niż cał­ko­wita ener­gia, którą zużyła zdo­bycz, a ten nie­do­sta­tek jest cią­gle mno­żony przez każde dzia­ła­nie. Krąg życia jest pod­trzy­my­wany tylko przez cią­głe uzu­peł­nie­nie zapa­sów przez słońce prze­ka­zu­jące tra­wie nową energię.

Przez cztery miliardy lat ewo­lu­cja gro­ma­dzi wiedzę w swo­jej biblio­tece genów. Przez cztery miliardy lat możemy się wiele nauczyć. Każdy z około 30 milio­nów uni­ka­to­wych gatun­ków żyją­cych dziś na ziemi jest nie­prze­rwa­nym łań­cu­chem infor­ma­cji, któ­rego początki znaj­dują się w pierw­szej komórce. Ten łań­cuch (DNA) co poko­le­nie uczy się cze­goś nowego i dodaje tę ciężko zdo­bytą wie­dzę do swo­jego kodu.

Dane z nie­mal wszyst­kich stron świata poka­zują, że klienci wydają rela­tyw­nie mniej na pro­dukty i wię­cej na usługi, w miarę, jak ich dochody rosną.
Gdy ludzie zaspo­koją już swoje pod­sta­wowe potrzeby, zwy­kle chcą mieć opiekę medyczną, trans­port, komu­ni­ka­cję, infor­ma­cje, rekre­ację, roz­rywkę, doradz­two finan­sowe i prawne itp.

Myśle­nie o myślach spo­wo­duje tylko, że będziemy odro­binę mądrzejsi.
Siłę tech­nium można zwięk­szać w nie­ogra­ni­czo­nym stop­niu przez odzwier­cie­dle­nie na nim samym jego prze­kształ­ca­ją­cej się natury.
Nowe tech­no­lo­gie stale ułatwiają wynaj­dy­wa­nie lep­szych tech­no­lo­gii.
Tego samego nie można powie­dzieć na temat ludz­kiego mózgu.

W starożyt­nych cza­sach, gdy bro­daty pro­rok prze­po­wia­dał, co się wyda­rzy, wia­do­mo­ści były, ogól­nie rzecz bio­rąc, złe. Idea tego, że przy­szłość przy­nie­sie poprawę do nie­dawna nie była popularna.

Stałe nisz­cze­nie dobrych rze­czy i ludzi wydaje się nie­ubła­gane. I takie jest. Jednak stały napływ dobrych rze­czy także jest nieubłagany.

Na świe­cie jest wię­cej dobra niż zła – ale nie­wiele więcej.

Pieniądze dają zwięk­szony wybór, a nie tylko wię­cej rzeczy.

Znajdujemy szczęście dzięki nieco więk­szej kon­troli nad naszym cza­sem i pracą, w szan­sie na rze­czy­wi­stą roz­rywkę, w ucieczce od nie­pew­no­ści wojny, biedy, zepsu­cia i w szan­sie na podą­ża­nie za indy­wi­du­alną wolnością.

Nasze prawa, moralność i etyka z cza­sem powoli roz­cią­gnęły się na sferę ludz­kiej empa­tii. Ogólnie rzecz bio­rąc, ludzie począt­kowo iden­ty­fi­ko­wali się głów­nie dzięki swoim rodzi­nom. Rodzinny klan to „my”. Ta dekla­ra­cja wyklu­czała wszyst­kich spoza kęgu jako „innych”. Mieliśmy – i wciąż mamy – inne zasady zacho­wa­nia wobec tych wewnątrz kręgu „my” i tych na zewnątrz.
Stopniowo krąg „my” powięk­szył się z rodzin­nego klanu do ple­mie­nia, a następ­nie z ple­mie­nia do nacji.
Obecnie tkwimy w nie­dokończo­nej eks­pan­sji poza nacje i być może nawet rasy, a wkrótce możemy prze­kro­czyć gra­nice gatun­ków. Coraz bar­dziej uwa­żamy, że inni naczelni zasłu­gują na prawa podobne do ludz­kich.
Jeśli złotą zasadą moral­no­ści i etyki jest „zacho­wy­wa­nie się wobec innych tak, jak­by­śmy chcieli, żeby zacho­wy­wano się wobec nas”, to cią­gle roz­sze­rzamy poję­cie „innych”. To jest dowód na moralny postęp.

Obywatele kra­jów roz­wi­jających się mogą po pro­stu wsiąść w auto­bus i wró­cić do swo­ich wio­sek, w któ­rych mogą żyć w duchu sta­rych tra­dy­cji i ogra­ni­czo­nym wybo­rze. Nie umrą z głodu. Jeśli uwa­żamy, że szczyt ist­nie­nia przy­pa­dał na czasy neo­li­tyczne, to w podob­nym duchu wyboru, mogli­by­śmy roz­bić obóz na pola­nie w pusz­czy ama­zoń­skiej. Jeśli uwa­żamy, że zło­tym wie­kiem były lata 90. XIX wieku, możemy poszu­kać farmy Amiszów. Mamy wiele moż­li­wo­ści odwie­dze­nia prze­szło­ści, ale nie­wielu ludzi tak naprawdę chce w niej żyć.

Wszędzie na świe­cie, we wszyst­kich okre­sach histo­rycz­nych, we wszyst­kich kul­tu­rach, miliardy ludzi jak naj­szyb­ciej bie­gły w popło­chu do przy­szło­ści z „nieco więk­szą liczbą moż­li­wo­ści”. Migrując do miast, sto­pami gło­so­wali za postępem.

Każde piękne mia­sto zaczyna jako slumsy. Gdy wio­ska pro­spe­ruje, zdo­bywa cen­trum – reli­gijne lub oby­wa­tel­skie – a obrzeża mia­sta roz­ra­stają się w nie­pla­no­wa­nym, nie­opa­no­wa­nym bała­ga­nie. Babilon, Londyn i Nowy Jork – wszyst­kie miały getta rojące się od nie­chcia­nych osad­ni­ków, budu­ją­cych liche schro­nie­nia, bez odpo­wied­niej higieny, zaj­mu­ją­cych się podej­rza­nymi spra­wami. Nawet w latach 80. XVIII wieku, gdy Paryż był u szczytu swo­jej świet­no­ści, nie­mal 20 pro­cent jego miesz­kań­ców nie miało „sta­łego miej­sca zamiesz­ka­nia” – to zna­czy, miesz­kało w ruderach.

Tak działają wszyst­kie tech­no­lo­gie. Gadżet zaczyna jako kiep­ski pro­to­typ, a potem staje się czymś, co led­wie działa. Tymczasowe schro­nie­nie w slum­sach jest z cza­sem ulep­szane, roz­wi­jana jest infra­struk­tura i w końcu tym­cza­sowe usługi stają się ofi­cjalne. To, co kie­dyś było domem bied­nych nacią­ga­czy, staje się z bie­giem poko­leń domem boga­tych nacią­ga­czy. Rozwijanie slum­sów to coś, co robią mia­sta, a dzięki życiu w slum­sach mia­sta się roz­wi­jają. Większość osie­dli w nie­mal każ­dym współ­cze­snym mie­ście to tylko dawne slumsy, któ­rym się udało. Dzisiejsze mia­sta dzi­kich loka­to­rów staną się osie­dlami błę­kit­no­kr­wi­stych jutra. To już się dzieje w dzi­siej­szym Rio i Bombaju.

Każde slumsy mogą pochwa­lić się jadło­daj­niami i barami, a więk­szość ma schro­ni­ska lub inne miej­sca, w któ­rych można wyna­jąć łóżko. Mają zwie­rzęta, świeże mleko, sklepy spo­żyw­cze, fry­zje­rów, uzdro­wi­cieli, sklepy zie­lar­skie, punkty napraw­cze i sil­nych męż­czyzn ofe­ru­ją­cych „ochronę”. Miasto dzi­kich loka­to­rów jest, i zawsze było, mia­stem cieni, rów­no­le­głym świa­tem bez ofi­cjal­nych pozwo­leń, nie­mniej jed­nak, miastem.

Suketu Mehta, autor książki „Maximum City. Bombaj”, pyta: „Dlaczego kto­kol­wiek miałby opusz­czać ceglane domy na wsi, z dwoma drzew­kami mango i wido­kiem na pagórki na wscho­dzi, by przy­być tutaj?”. Następnie odpo­wiada: „By pew­nego dnia naj­star­szy syn mógł kupić dwa pokoje przy Mira Road, na pół­noc­nych obrze­żach mia­sta. A młod­szy syn mógł prze­nieść się jesz­cze dalej, do New Jersey. Dyskomfort to inwestycja.’

Wolność w mie­ście spra­wia, że ich wio­ska wydaje się więzieniem.

Wynalazki, takie jak język, pismo, prawo i nauka, spo­wo­do­wały postęp tak fun­da­men­talny i zako­rze­niony w teraź­niej­szo­ści, że teraz naiw­nie ocze­ku­jemy, że zoba­czymy podobne dobre rze­czy także w prze­szło­ści. Jednak więk­szość tego, co uwa­żamy za „oby­wa­tel­skie” czy nawet „huma­ni­tarne” dawno temu nie istniała.

Systematycznie zapi­sując dowody prze­ko­nań i bada­jąc powody, dla któ­rych rze­czy się spraw­dzały, a następ­nie ostroż­nie upo­wszech­nia­jąc spraw­dzone inno­wa­cje, nauka stała się naj­więk­szym narzę­dziem two­rzą­cym nowe rze­czy, któ­rych świat nigdy nie widział. W rze­czy samej, nauka była dla kul­tury lep­szą metodą ucze­nia się.

Nauka jest kosz­towna dla jed­nostki. Dzielenie się wyni­kami przy­nosi nie­wiel­kie korzy­ści, jeśli jedy­nie szu­kamy lep­szego narzę­dzia na dzi­siaj. Dlatego korzy­ści pły­nące z nauki nie są ani oczy­wi­ste, ani natych­mia­stowe dla poje­dyn­czych osób. Nauka wymaga okre­ślo­nej gęsto­ści bez­czyn­nej lud­no­ści, która będzie chciała dzie­lić się swo­imi poraż­kami i wspie­rać się, by pro­spe­ro­wać. Ten czas wolny jest gene­ro­wany dzięki przed­nau­ko­wym wyna­laz­kom. Techniki, które zapew­niają stałą nad­wyżkę żyw­no­ści dla dużej liczby ludzi. Innymi słowy, nauka potrze­buje dobro­bytu i ludności.

To wzrost liczby ludności osta­tecz­nie pro­wa­dzi naukę i przy­nosi dobrobyt.

Setki prac nauko­wych opi­sują zna­czące ulep­sze­nia we wszyst­kich spra­wach, na któ­rych nam zależy. Trajektorie tych pomia­rów ogól­nie rzecz bio­rąc wska­zują w tym samym kie­runku: w górę. Ich wspólna waga wywo­łała dzie­sięć lat temu tę słynną pro­gnozę Juliana Simona:
Oto moje najważniej­sze dłu­go­fa­lowe prze­wi­dy­wa­nia, uwa­run­ko­wane bra­kiem wojny świa­to­wej i wstrzą­sów poli­tycz­nych:
(1) Ludzie będą żyli dłu­żej niż teraz; mniej ludzi będzie umie­rać młodo.
(2) Rodziny na całym świe­cie będą miały wyż­sze dochody i lep­szy stan­dard życia niż teraz.
(3) Koszty zaso­bów natu­ral­nych będą niż­sze niż obec­nie.
(4) Obszary rol­ni­cze będą coraz mniej ważne jako aktywa eko­no­miczne w porów­na­niu do ogól­nej war­to­ści innych akty­wów ekonomicznych.

Te cztery pro­gnozy są dość pewne, ponie­waż takie same prze­wi­dy­wa­nia wcze­śniej w histo­rii oka­zy­wały się praw­dziwe. Warto powtó­rzyć powody: Simon polega histo­rycz­nej sile, która zacho­wy­wała tra­jek­to­rię przez wiele stuleci.

Oko ewo­lu­owało nie­za­leż­nie około 40-60 razy w kró­le­stwie zwierząt.

Większość metod jest wyko­rzy­sty­wa­nych w życiu przez wię­cej niż jeden orga­nizm i w wię­cej niż jed­nej gro­ma­dzie. Rzadko spo­tyka się cechy, które nie są wyko­rzy­sty­wane ponow­nie gdzieś w naturze.

Serce i płuca myszy pra­cują szybko w porów­na­niu do sło­nia, ale zarówno myszy, jak i sło­nie mają taką samą liczbę ude­rzeń serca i odde­chów w okre­sie życia. Tak, jakby ssa­kom było przy­pi­sa­nych 1,5 miliarda ude­rzeń serca.

W, wydawałoby się, cha­otycz­nej pro­duk­cji ewo­lu­cji ist­nieje pewna skłon­ność do odkry­wa­nia ponow­nie tych samych form i wynaj­do­wa­nia tych samych roz­wią­zań. Prawie tak, jakby życie miało nakazy. Jakby „chciało” zma­te­ria­li­zo­wać pewne wzorce.

Niewiarygodna złożo­ność życia odkrywa jego wyjąt­ko­wość. Istnieje tylko jedno życie. Całe obecne życie pod­cho­dzi z dłu­giej, nie­prze­rwa­nej linii kopiu­ją­cej jedną, sta­ro­żytną czą­steczkę, która dzia­łała wewnątrz jed­nej, pier­wot­nej, dzia­ła­ją­cej komórki. Pomimo oka­za­łej róż­no­rod­no­ści życia zale­d­wie powta­rza ono, miliardy miliar­dów razy, roz­wią­za­nia, które dzia­łały wcześniej.

Alfred Russel Wallace wymyślił taką samą teo­rię ewo­lu­cji, jak Darwin, w mniej wię­cej tym samym cza­sie, około 150 lat temu. Co dziwne, zarówno Wallace i Darwin wymy­ślili teo­rię selek­cji natu­ral­nej po prze­czy­ta­niu tej samej książki Thomasa Mathusa na temat wzro­stu liczby lud­no­ści. Darwin nie opu­bli­ko­wał swo­jego odkry­cia, dopóki nie spro­wo­ko­wało go rów­no­le­głe odkry­cie Wallace’a.

Alexander Bell i Elisha Gray złożyli poda­nie o opa­ten­to­wa­nie tele­fonu tego samego dnia, 14 lutego 1876 roku. Nieprawdopodobna jed­no­cze­sność (Gray zło­żył poda­nie trzy godziny wcze­śniej niż Bell).

Plamy słoneczne zostały po raz pierw­szy odkryte nie przez dwóch, lecz czte­rech nie­za­leż­nych obser­wa­to­rów, łącz­nie z Galileuszem, tego samego roku: 1611. Znamy sze­ściu róż­nych wyna­laz­ców ter­mo­me­tru i trzech wyna­laz­ców igły do iniek­cji podskórnej.

Im bar­dziej pro­mi­nentny nauko­wiec, tym większa liczba jed­no­cze­snych odkryć, w któ­rych brał udział.

Wielkie odkry­cia nie tylko ponad­przeciętnie przy­czy­niają się do liczby „kolej­nych” kro­ków, ale także biorą udział w kro­kach, które mają naj­więk­szy efekt, które natu­ral­nie są dzie­dzi­nami badań przy­cią­ga­ją­cych wielu innych gra­czy, a przez to są zwie­lo­krot­nione. Jeśli odkry­wa­nie jest lote­rią, naj­więksi odkrywcy kupują wiele kuponów.

Cała histo­ria wyna­laz­ków to jeden nie­koń­czący się łań­cuch rów­no­le­głych przypadków.

Nie ważne, co wyna­lazcy i twórcy racjo­nal­nie myślą na temat nie­uchron­no­ści, z doświad­cze­nia wiem, że wszy­scy zacho­wują się tak, jakby ich wyna­lazki czy odkry­cia były nie­uchron­nie jed­no­cze­sne. Każdy twórca, wyna­lazca i odkrywca, któ­rego pozna­łem, pędzi, by roz­pro­pa­go­wać swoje pomy­sły, zanim zrobi to ktoś inny, albo sza­leń­czo spie­szy się, by opa­ten­to­wać je, zanim zrobi to kon­ku­ren­cja, albo bie­gnie, by ukoń­czyć swoje arcy­dzieło, zanim pojawi się coś podobnego.

Nathan Myhrvold jest człowie­kiem wszech­stron­nym i seryj­nym wyna­lazcą, który kie­dyś kie­ro­wał szyb­kim tem­pem badań w fir­mie Microsoft, ale chciał przy­spie­szyć tempo inno­wa­cji w innych dzie­dzi­nach poza świa­tem cyfro­wym – takich jak chi­rur­gia, meta­lur­gia lub arche­olo­gia – w któ­rych inno­wa­cje były czę­sto dru­go­rzęd­nym zada­niem. Myhrvold wymy­ślił fabrykę pomy­słów zwaną Intellectual Ventures [przed­się­wzię­cia inte­lek­tu­alne]. Myhrvold zatrud­nia inter­dy­scy­pli­narny zespół bar­dzo inte­li­gent­nych inno­wa­to­rów, któ­rzy sia­dają i wymy­ślają pomy­sły moż­liwe do opa­ten­to­wa­nia. Te eklek­tyczne, jedno- lub dwu­dniowe zgro­ma­dze­nia gene­rują 1 000 paten­tów rocznie.


Gdy pomysł „wisi w powie­trzu” jego wiele wystą­pień jest nie­unik­nione. Potrzeba tylko wystar­cza­ją­cej liczby mądrych, płod­nych ludzi, by zacząć je łapać. I oczy­wi­ście wielu praw­ni­ków paten­to­wych, by hur­towo paten­to­wać, to co wymyślimy.

Warsztat inno­wa­cyj­nych pro­to­ty­pów, zwany Applied Minds [umysły sto­so­wane] to kolejna fabryka pomy­słów. Generują tony pomy­słów w inter­dy­scy­pli­nar­nych obsza­rach: bio­in­ży­nie­ria, zabawki, ste­ro­wa­nie kom­pu­te­rem z wyko­rzy­sta­niem widze­nia kom­pu­te­ro­wego, wesołe mia­steczka, sta­no­wi­ska dowo­dze­nia dla woj­ska, dia­gno­styka raka i narzę­dzia do two­rze­nia map. Niektóre pomy­sły sprze­dają jako pro­ste patenty; inne wykań­czają jako maszyny lub opro­gra­mo­wa­nie operacyjne.

Mogą ist­nieć dzie­siątki tysięcy ludzi, któ­rzy w tym samym cza­sie wpa­dają na pomysł tego samego wyna­lazku.
Jednak mniej niż jedna osoba na dzie­sięć wyobraża sobie, jak można go zre­ali­zo­wać.
Z wszyst­kich, któ­rzy wiedzą jak to zro­bić, tylko jedna osoba na dzie­sięć rze­czy­wi­ście ma prze­my­ślane prak­tyczne szcze­góły i kon­kretne roz­wią­za­nia.
Z nich tylko jedna na dziesięć rze­czy­wi­ście będzie pra­co­wać nad pro­jek­tem przez długi czas.
I wresz­cie zwy­kle tylko jedna osoba z tych wielu tysięcy ludzi z pomy­słem sprawi, że wyna­la­zek zado­mowi się w kul­tu­rze.
W naszym labo­ra­to­rium angażujemy się we wszyst­kie poziomy odkryć, w spo­dzie­wa­nych proporcjach.”

Gdyby Rowling nie napisała „Harry’ego Pottera”, ktoś inny napi­sałby mniej wię­cej podobną histo­rię, ponie­waż tak wielu ludzi już stwo­rzyło podobne frag­menty. Jednak książki o Harrym Potterze, te, które mają swoje wyśmie­ni­cie cha­rak­te­ry­styczne szcze­góły, nie mogłyby być napi­sane przez nikogo innego niż Rowling. Nieunikniony jest nie kon­kretny geniusz poszcze­gól­nych osób, takich jak Rowling, ale roz­wi­ja­jący się geniusz całego technium.

Odkrycia stają się nie­mal nie do unik­nię­cia, gdy gro­ma­dzone są potrzebne rodzaje wie­dzy i narzędzi.

Oprócz przyrządów i narzę­dzi, do odkry­cia potrzebne są odpo­wied­nie prze­ko­na­nia, ocze­ki­wa­nia, słow­nic­two, wyja­śnie­nia, know-how, zasoby, fun­du­sze i docenienie.

Wyszukana tech­no­lo­gia wpro­wa­dzana w kra­jach roz­wi­jających się zwy­kle sięga zwy­kle 5% roz­woju zanim się tra­fia w mar­twy punkt. Nie jest roz­po­wszech­niana dalej, dopóki star­sze pod­sta­wowe tech­no­lo­gie nie nad­ro­bią zaległości.

Kraje, któ­rym nie udało się przy­jąć sta­rych tech­no­lo­gii są w gor­szej sytu­acji, jeśli cho­dzi o przyj­mo­wa­nie nowych.

Postęp wyna­laz­ków to w wielu przy­pad­kach marsz w kie­run­kach wska­za­nych przez fizykę i che­mię w kolej­no­ści okre­ślo­nej przez zasady zło­żo­no­ści. Można to nazwać impe­ra­ty­wem technologii.

Obecnie wszyst­kie tech­no­lo­gie są następ­stwem tech­no­lo­gii komputerowej.

Prawo Moore’a tak naprawdę mówi o sys­te­mie prze­ko­nań ludzi; to nie prawa fizyki, cho­dzi o ludzką wiarę, a gdy ludzie w coś wie­rzą, wkła­dają w to ener­gię, by to urzeczywistnić.

Ludzie pamiętają w nas dowol­nie wybrany aspekt. To, jak radzimy sobie z cią­giem praw­dzi­wych życio­wych wybo­rów wewnątrz kla­tek naszego uro­dze­nia i pocho­dze­nia, spra­wia, że jeste­śmy tym, kim jeste­śmy. To o tym ludzie roz­ma­wiają, gdy nas nie ma. Nie o moż­li­wo­ściach, lecz o wybo­rach, jakie podjęliśmy.

Zwykłe rzym­skie wózki były tak skon­stru­owane, by paso­wać sze­ro­ko­ścią do impe­rial­nych rydwa­nów wojen­nych, ponie­waż łatwiej było jechać w kole­inach pozo­sta­wio­nych przez te rydwany. Wymiary rydwa­nów były dopa­so­wane do sze­ro­ko­ści dwóch dużych koni bojo­wych, czyli 1,44 m. Drogi w roz­le­głym Imperium Rzymskim były budo­wane zgod­nie z tą miarą. Gdy rzym­scy legio­ni­ści wkro­czyli do Brytanii, zbu­do­wali dłu­go­dy­stan­sowe drogi impe­rialne o sze­ro­ko­ści 1,44 m. Gdy Anglicy zaczęli budo­wać drogi tram­wa­jowe, zasto­so­wali taką samą sze­ro­kość, by można było wyko­rzy­stać takie same konne wozy. I gdy zaczęli budo­wać drogi kole­jowe z wago­nami bez koni, sze­ro­kość torów wyno­siła oczy­wi­ście 1,44 m. Pracownicy z Wysp Brytyjskich budo­wali pierw­sze drogi kole­jowe w obu Amerykach wyko­rzy­stu­jąc takie same narzę­dzia i przy­rządy, do jakich byli przy­zwy­cza­jeni. Przejdźmy do ame­ry­kań­skiego promu kosmicz­nego, któ­rego czę­ści były kon­stru­owane w całym kraju i zło­żone na Florydzie. Ponieważ część promu z dwoma dużymi sil­ni­kami rakie­to­wymi trzeba było prze­wieźć koleją ze stanu Utah, a po dro­dze znaj­do­wał się tunel nie­wiele więk­szy od stan­dar­do­wych torów, sama rakieta nie mogła mieć dużo więk­szej śred­nicy niż 1,44 m.

Technologia jest kształto­wana przez triadę sił.
Pierwszym kon­tro­le­rem jest z góry usta­lony roz­wój – czego chce tech­no­lo­gia.
Drugim kon­tro­le­rem jest wpływ histo­rii tech­no­lo­gii, cią­że­nie prze­szło­ści, tak jak w przy­padku roz­mia­rów koń­skiego jarzma okre­śla­ją­cego roz­miar rakiety kosmicz­nej.
Trzecią siłą jest wspólna wolna wola spo­łe­czeń­stwa kształ­tu­jąca tech­nium, nasze wła­sne wybory.

Im lepiej potra­fimy prze­wi­dywać, tym lepiej jeste­śmy przy­go­to­wani na to, co się wyda­rzy. Jeśli potra­fimy zauwa­żyć duże sche­maty sta­łych sił, możemy lepiej nauczyć nasze dzieci odpo­wied­nich umie­jęt­no­ści potrzeb­nych, żeby pro­spe­ro­wać w świecie.

Biologia zmu­sza nasto­lat­ków do podej­mo­wa­nia ryzyka w ramach określa­nia wła­snej niezależności.

Instynkt samo­za­cho­waw­czy, pra­gnie­nie posia­da­nia, samo­roz­woju to natu­ralne stany każdego żyją­cego stwo­rze­nia. Nie potę­piamy samo­lub­nej natury lwa, konika polnego czy nas samych.

Każda nowa tech­no­lo­gia two­rzy wię­cej pro­ble­mów niż ich rozwiązuje.

Problemy to odpo­wie­dzi na rozwiąza­nia.

Większość nowych pro­ble­mów na świe­cie to pro­blemy stwo­rzone przez poprzed­nie tech­no­lo­gie. Te tech­no­ge­niczne pro­blemy są dla nas nie­mal nie­wi­doczne. Co roku 1,2 miliona osób ginie w wypad­kach samo­cho­do­wych. Dominujący tech­no­lo­gicz­nie sys­tem trans­portu zabija wię­cej ludzi niż rak.

Nie potrafię wyobra­zić sobie tech­no­lo­gii, która nie mogłaby być bar­dziej zielona.

Charakter tech­no­lo­gii jest nie­odzow­nie pro-życiowy. Musi po pro­stu doro­snąć do tego potencjału.

Często mylimy jasną wizję przy­szło­ści z krótkoterminowością.

Gdy nowy pro­dukt tech­no­lo­giczny zostaje wpro­wa­dzony jako opcja, którą można zaak­cep­to­wać lub nie, nie koniecz­nie POZOSTAJE on opcją. W wielu przy­pad­kach nowa tech­no­lo­gia zmie­nia spo­łe­czeń­stwo w taki spo­sób, że ludzie w końcu są ZMUSZENI, by jej używać.

Z chęcią wybie­ramy tech­no­lo­gię, z jej wiel­kimi defek­tami i oczy­wi­stymi szko­dami, ponie­waż nie­świa­do­mie bie­rzemy pod uwagę jej zalety. W roz­wa­ża­niach cał­ko­wi­cie pozba­wio­nych słów zauwa­żamy uza­leż­nie­nia innych, degra­da­cję śro­do­wi­ska, odwra­ca­nie uwagi w naszym życiu, zamie­szane zwią­zane z cha­rak­te­rem róż­nych tech­no­lo­gii, a potem sumu­jemy je i porów­nu­jemy z korzyściami.

Dobrowolnie je przyj­mu­jemy – i płacimy cenę.

Sposobem na uka­za­nie pełnych kosz­tów tech­no­lo­gii i wyci­sze­nie szumu wokół niej są lep­sze narzę­dzia i pro­cesy infor­ma­cyjne. Potrzebne nam są takie tech­no­lo­gie, jak auto­mo­ni­to­ro­wa­nie naszego użyt­ko­wa­nia w cza­sie rze­czy­wi­stym, jasne dzie­le­nie się pro­ble­mami, głę­boka ana­liza wyni­ków testów, nie­ustanne ponowne testy, dokładne zapi­sy­wa­nie łań­cu­cha źró­deł w pro­duk­cji i uczciwe bra­nie pod uwagę nega­tyw­nych wpły­wów, jak na przy­kład zanieczyszczenie.

Amisze żyją około 50 lat za nami. Do tego czasu, korzy­ści i koszty będą jasne, tech­no­lo­gia sta­bilna i tania. Mają kry­te­ria, według któ­rych podej­mują wybory: tech­no­lo­gie muszą wzmac­niać rodzinę i spo­łecz­ność, i dystan­so­wać ich od świata zewnętrz­nego. Ich mot­tem jest „naj­pierw spró­bujmy, a póź­niej, jeśli trzeba, zrezygnujmy”.

Leon, nasz przy­ja­ciel, Amisz, mówił o takim samym rów­na­niu: mniej roz­pra­sza­nia, wię­cej satys­fak­cji. Ciągła pomoc w jego spo­łecz­no­ści była ewi­dentna. Wyobraźmy sobie: sąsie­dzi płacą nasze rachunki za lecze­nie lub za darmo budują nam dom w kilka tygo­dni i, co waż­niej­sze, pozwa­lają nam robić to samo dla nich. Minimum tech­no­lo­gii, brak obcią­że­nia kul­tu­ro­wymi inno­wa­cjami, takimi jak ubez­pie­cze­nia czy karty kre­dy­towe, zmu­sza do codzien­nego pole­ga­nia na sąsia­dach i przy­ja­cio­łach. Pobyty w szpi­talu są opła­cane przez człon­ków kościoła, któ­rzy także regu­lar­nie odwie­dzają chorych.

Amisze pole­gają na zewnętrz­nym świe­cie z powodu swo­jego obec­nego spo­sobu życia. To, że korzy­stają z mini­mal­nej ilo­ści tech­no­lo­gii jest dla nich wybo­rem – jed­nak wybo­rem, który tech­nium umoż­li­wia. Ich styl życia wpi­suje się w tech­nium, nie jest poza nim.

Ten pomysł wydaje się sza­lony poza tech­no­lo­giczną Ameryką. Ta moż­li­wość zre­zy­gno­wa­nia ma sens tylko wtedy, gdy jest z czego rezygnować.

Przedsiębior­stwo: Początki gene­ra­cji Wired i dłu­go­wło­sej kul­tury kom­pu­te­ro­wej (otwarte opro­gra­mo­wa­nie UNIX) można odna­leźć w wyrzut­kach kontr­kul­tury lat 70. Jak pamięta Steward Brand, hipi­sow­ski zało­ży­ciel kata­logu Whole Earth „»Rób swoje« łatwo zamie­nić na »Załóż wła­sny biznes«”.

Hipisi ode­szli z tego samego powodu, dla któ­rego Thoreau porzucił życie w lesie; przy­szli i ode­szli by doświad­czać pełni życia. Dobrowolna pro­stota to moż­li­wość, opcja, wybór, któ­rego powinno się doświad­czyć przez przy­naj­mniej część życia. Wysoce zale­cam dobro­wolne ubó­stwo i mini­ma­lizm jako fan­ta­styczną naukę, nie tylko dla­tego, że pomoże nam usta­lić prio­ry­tety tech­no­lo­giczne. Zauważyłem, ze naj­peł­niej­szy poten­cjał pro­stoty wymaga, byśmy roz­wa­żyli mini­ma­lizm jako jedną z wielu faz.

Gdy tech­nium eks­plo­duje nowymi możli­wo­ściami, trud­niej jest nam zna­leźć speł­nie­nie. Jak możemy być speł­nieni, gdy nie wiemy, co się spełnia?

Uważam, że dwie różne drogi tech­no­lo­gicz­nego stylu życia – opty­ma­li­za­cja zado­wo­le­nia albo opty­ma­li­za­cja wybo­rów – spro­wa­dzają się do bar­dzo róż­nych idei tego, jacy mają być ludzie. Zoptymalizowanie ludz­kiego zado­wo­le­nia moż­liwe jest tylko wtedy, gdy wie­rzymy, że ludzka natura jest nie­zmienna. Potrzeby nie mogą być cał­ko­wi­cie zaspo­ko­jone, jeśli są płynne. Minimaliści utrzy­mują, że ludzka natura jest niezmienna.

Technologia to wszystko, co zostało wyna­le­zione po tym, jak się urodziliśmy.

Ludzka natura sama w sobie jest bar­dzo pla­styczna. Nasza natura nigdy nie była sta­tyczna.

Genetycznie rzecz biorąc, nasze ciała zmie­niają się teraz szyb­ciej niż kie­dy­kol­wiek w ciągu miliona lat. Nasze umy­sły zyskują nowe oka­blo­wa­nie dzięki kulturze.

Im bar­dziej zaawan­so­wana tech­no­lo­gia, tym, ogól­nie rzecz biorąc, łatwiej jest spo­rej licz­bie osób wyobra­zić sobie bycie kimś innym.

Nasz poten­cjał otrzy­muje szansę dzięki pracy innych. Rozwijamy się w miarę, jak inni roz­wi­jają siebie.

Naszą misją jest nie tylko odkry­wa­nie pełni samych sie­bie w tech­nium i odna­le­zie­nie peł­nej satys­fak­cji, ale też roz­sze­rze­nie moż­li­wo­ści dla innych. Wspanialsza tech­no­lo­gia samo­lub­nie uwolni nasze talenty, lecz także nie­sa­mo­lub­nie uwolni innych: nasze dzieci i wszyst­kie dzieci, jakie kie­dy­kol­wiek przyjdą na świat.

Każdy, kto coś wynaj­duje, odkrywa i roz­wija moż­li­wo­ści nie­bez­po­śred­nio będzie roz­wi­jał moż­li­wo­ści dla innych.

Pragnę mini­mum, ponie­waż nauczy­łem się, że mam ogra­ni­czony czas i uwagę.

Dylemat tech­nium jest następu­jący: by zmak­sy­ma­li­zo­wać wła­sne zado­wo­le­nie, szu­kamy mini­mal­nej ilo­ści tech­no­lo­gii w naszym życiu. Jednak, żeby zmak­sy­ma­li­zo­wać zado­wo­le­nie innych musimy mak­sy­ma­li­zo­wać ilość tech­no­lo­gii na świe­cie. Rzeczywiście, możemy odna­leźć nasze wła­sne mini­malne narzę­dzia tylko wtedy, gdy inni stwo­rzą mak­sy­malną pulę moż­li­wo­ści, z któ­rej możemy wybie­rać. Dylemat tkwi w tym, jak możemy oso­bi­ście zmi­ni­ma­li­zo­wać rze­czy bli­sko nas, jed­no­cze­śnie pró­bu­jąc je roz­prze­strze­niać globalnie.

Czy ludzki umysł może opa­no­wać to, co stwo­rzył ludzki umysł?

Rezygnujemy z większej ilo­ści tech­no­lo­gii niż wybieramy.

Nasze oso­bi­ste nie­przyj­mo­wa­nie jest zwy­kle nie­lo­giczne i bezsensowne.

Zakazy wydają się bar­dzo efe­me­ryczne. Gdy jeden przed­miot jest zaka­zany w jed­nym miej­scu, w innym może prosperować.

Na glo­bal­nym rynku niczego nie można wyeli­mi­no­wać. Gdy w jed­nym miej­scu tech­no­lo­gia zostaje zabro­niona, wycieka, by poja­wić się gdzieś indziej na świecie.

Młode tech­no­lo­gie czę­sto doświad­czają pora­żek na początku swo­jej kariery, zanim póź­niej uda im się zna­leźć lep­sze życie.

Zmiana zawodu to dla tech­no­lo­gii norma.

Mamy skłon­ność do wyobra­ża­nia sobie, że nowa rzecz lepiej wyko­nuje starą robotę. Dlatego pierw­sze samo­chody nazy­wano „bez­kon­nymi powo­zami”. Pierwsze filmy były po pro­stu bez­po­śred­nimi nagra­niami sztuk teatral­nych. Chwilę zajęło nam zda­nie sobie sprawy z peł­nych moż­li­wo­ści kine­ma­to­gra­fii jako nowego medium.

Możemy mieć obse­sję na punk­cie ryzyka, które niosą ze sobą pesty­cydy, ale nie na punk­cie ryzyka zwią­za­nego z żyw­no­ścią organiczną.

Ludzie przyjmą tysiąc razy więk­sze ryzyko w przy­padku tech­no­lo­gii lub sytu­acji, które są dobro­wolne, a nie obowiązkowe.

Pewien misjo­narz chciał ulep­szyć pra­co­chłonny spo­sób zbie­ra­nia zboża przez chiń­skich chło­pów w swo­jej pro­win­cji. Okoliczni rol­nicy ści­nali łodygi swego rodzaju małymi ręcz­nymi noży­cami. Misjonarz spro­wa­dził więc z Ameryki kosę i zade­mon­stro­wał zafa­scy­no­wa­nemu tłu­mowi jej zwięk­szoną pro­duk­tyw­ność. Jednak następ­nego ranka do misjo­na­rza przy­była dele­ga­cja. „Kosa musi zostać natych­miast znisz­czona. Co by się stało, gdyby wpa­dła w ręce zło­dziei; mogliby w ciągu jed­nej nocy ściąć całe pole i zabrać zbiory!” Tak więc kosa została zaka­zana, postęp się zatrzy­mał, ponie­waż nie­użyt­kow­nicy mogli wyobra­zić sobie moż­liwy – ale cał­ko­wi­cie nie­praw­do­po­dobny – spo­sób, w który mogłaby znacz­nie zaszko­dzić społeczeństwu.

W podejściu „prze­zorny zawsze ubez­pie­czony” ostroż­ność jest krót­ko­wzroczna. Mamy skłon­ność do mak­sy­ma­li­zo­wa­nia tylko jed­nej war­to­ści: bez­pie­czeń­stwa. Bezpieczeństwo miaż­dży inno­wa­cje. Najbezpieczniejsze jest robie­nie tego, co działa i nie pró­bo­wa­nie tego, co mogłoby się nie udać, ponie­waż porażka jest zawsze niebezpieczna.

Element bez­pie­czeństwa może stać się kolejną oka­zją do tego, by coś poszło nie tak. Na przy­kład zwięk­sze­nie liczby ochro­nia­rzy na lot­ni­sku może zwięk­szyć liczbę ludzi mają­cych dostęp do naj­waż­niej­szych miejsc, co zmniej­sza bez­pie­czeń­stwo. Zbędne sys­temy, zwy­kle sta­no­wiące zabez­pie­cze­nie, mogą powo­do­wać błędy nowego rodzaju.

Najpewniejszym lekar­stwem są szyb­sze, lep­sze badania.

Większa liczba prac badaw­czych, wyko­ny­wa­nych otwar­cie przez scep­ty­ków i entu­zja­stów, pozwoli nam wcze­śniej okre­ślić, czy powinno się uży­wać danej technologii.

Gdy kon­sen­sus zosta­nie już osią­gnięty, można wpro­wa­dzić roz­sądne regu­la­cje – jak w przy­padku zawar­to­ści oło­wiu w ben­zy­nie, tyto­niu, pasów bez­pie­czeń­stwa i innych regu­lo­wa­nych praw­nie ulep­szeń w spo­łe­czeń­stwie. Jednak w mię­dzy­cza­sie powin­ni­śmy liczyć na niepewność.

Wprowadzana tech­no­lo­gia musi zostać prze­te­sto­wana w akcji i oce­niona w cza­sie rze­czy­wi­stym. Innymi słowy, ryzyko kon­kret­nej tech­no­lo­gii musi być usta­lone w praw­dzi­wym życiu za pomocą prób i błędów.

Odpowiednią reak­cją na nową ideę powinno być natych­mia­stowe jej wypró­bo­wa­nie. I cią­głe próby, testo­wa­nie, dopóki istnieje.

Zasada pro­ak­cji: uwy­pu­kla tym­cza­sową ocenę i cią­głe popra­wia­nie – heu­ry­stykę, która pro­wa­dzi nas w oce­nie nowych technologii.

1. Przewidywanie

Spróbujmy wyobrazić sobie rów­nie wiele hor­ro­rów, co chwa­leb­nych momen­tów i jeśli to moż­liwe, prze­wi­dzieć skutki zwią­zane z wszech­obec­no­ścią; co by się stało, gdyby wszy­scy mieli to za darmo? Przewidywanie nie powinno być oceną. Celem prze­wi­dy­wa­nia nie jest dokładne pro­gno­zo­wa­nie tego, co sta­nie się z tech­no­lo­gią, ponie­waż wszyst­kie dokładne pro­gnozy są nie­pra­wi­dłowe, ale przy­go­to­wa­nie pod­stawy do kolej­nych czte­rech kro­ków. To spo­sób na prze­pro­wa­dze­nie próby przy­szłych działań.

2. Ciągła ocena

Testujemy wszystko przez cały czas, a nie tylko raz.

3. Nadawanie prio­ry­te­tów ryzyka

4. Szybka naprawa szkód

Założe­nie, że każda tech­no­lo­gia będzie powo­do­wać pro­blemy, powinno być czę­ścią pro­cesu jej tworzenia.

5. Niezakazywanie i prze­kie­ro­wy­wa­nie zaka­zów, i odstąpie­nie od nie­pew­nych tech­no­lo­gii nie działa. Zamiast tego należy zna­leźć im nowe zada­nie. Technologia może odgry­wać różne role w spo­łe­czeń­stwie. Może mieć wię­cej niż jedną for­mułę. Może mieć różne usta­wie­nia domyślne.

Mamy wybór co do tego, jak trak­tu­jemy nasze dzieło, gdzie je umiesz­czamy, i jak kształ­tu­jemy je za pomocą war­to­ści. Najbardziej pomocną meta­forą zro­zu­mie­nia tech­no­lo­gii może być trak­to­wa­nie ludzi jak rodzi­ców tech­no­lo­gicz­nych dzieci.

Możemy kształ­to­wać for­mułę tech­no­lo­gii tylko poprzez anga­żo­wa­nie się w nią, przez ujarz­mie­nie jej jak dzi­kiego konia. To ozna­cza przy­ję­cie tych tech­no­lo­gii już teraz. By je stwo­rzyć, musimy je roz­krę­cić, wypróbować.

Sympatyczna mani­fe­sta­cja tech­no­lo­gii oferuje:

  • Kooperację. Promuje współ­pracę pomię­dzy ludźmi i instytucjami.

  • Przezroczystość. Jej posia­da­cze i początki są jasne. Jej dzia­ła­nie jest zro­zu­miałe dla ludzi nie będą­cych ekspertami.

  • Decentralizację. Jej posia­da­cze, pro­duk­cja i kon­trola są roz­dzie­lone. Nie jest zmo­no­po­li­zo­wana przez pro­fe­sjo­nalną elitę.

  • Elastyczność. Użytkownikom jest łatwo zmie­niać, dosto­so­wy­wać, ulep­szać i badać jej sedno. Poszczególne osoby mogą z niej korzy­stać albo zrezygnować.

  • Zbędność. Nie jest jedy­nym roz­wią­za­niem, nie ma mono­polu, ale jest jedną z kilku opcji.

  • Efektywność. Minimalizuje wpływ na eko­sys­temy. Ma dużą wydaj­ność w sto­sunku do ener­gii i mate­ria­łów, i jest łatwe do ponow­nego wykorzystania.

Technologia chce tego, czego chce życie:
Zwiększe­nia wydaj­no­ści,
Zwiększe­nia moż­li­wo­ści,
Zwiększe­nia czę­sto­tli­wo­ści powsta­wa­nia,
Zwiększe­nia zło­żo­no­ści,
Zwiększe­nia róż­no­rod­no­ści,
Zwiększe­nia spe­cja­li­za­cji,
Zwiększe­nia wszech­obec­no­ści,
Zwiększe­nia wol­no­ści,
Zwiększe­nia wza­jem­no­ści,
Zwiększe­nia piękna,
Zwiększe­nia świa­do­mo­ści,
Zwiększe­nia struk­tury,
Zwiększe­nia moż­li­wo­ści ewo­lu­cji.
Ta lista egzo­tro­picz­nych tren­dów służy jako swego rodzaju lista kon­tro­lna, która pomaga nam oce­nić nowe tech­no­lo­gie i prze­wi­dzieć ich roz­wój. Może nas kie­ro­wać w ich kierowaniu.

Te ten­den­cje są jak siła gra­wi­ta­cji dzia­ła­jąca na wodę. Woda „chce” wypły­nąć na dnie tamy. Nieuniknione jest to, że któ­re­goś dnia woda rze­czy­wi­ście wypły­nie – nawet jeśli tama może wytrzy­mać przez stulecia.

Nie ist­nieją ogra­ni­cze­nia okre­śla­jące naj­bar­dziej zło­żone rze­czy, jakie będziemy two­rzyć. Będziemy osza­ła­miać samych sie­bie nową zło­żo­no­ścią w wielu dzie­dzi­nach. To bar­dziej skom­pli­kuje nasze życie, ale przy­sto­su­jemy się do tego. Nie ma powrotu. Tę zło­żo­ność scho­wamy za pięk­nym, „pro­stym” inter­fej­sem, ele­ganc­kim jak okrą­gła poma­rań­cza. Jednak pod skórką nasze rze­czy będą bar­dziej skom­pli­ko­wane niż komórki i bio­che­mia poma­rań­czy. By nadą­żać za tym pro­ce­sem kom­pli­ko­wa­nia, bar­dziej zło­żony będzie nasz język, prawo podat­kowe, biu­ro­kra­cja rzą­dowa, media infor­ma­cyjne i codzienne życie. Na tę ten­den­cję możemy liczyć. Długa droga do zło­żo­no­ści roz­po­częła się przed ewo­lu­cją, pra­co­wała przez miliardy lat ist­nie­nia życia, a teraz kon­ty­nu­uje swe dzia­ła­nie w technium.

Zbyt wiele możli­wo­ści wyboru może wywo­ły­wać żal, jed­nak „brak wyboru” to dużo gor­sza sytu­acja. Cywilizacja to stałe odcho­dze­nie od „braku wyboru”. Jak zawsze, roz­wią­za­niem pro­ble­mów, któ­rych przy­spa­rza tech­no­lo­gia, jak wła­śnie przy­tła­cza­jąca róż­no­rod­ność wybo­rów, są lep­sze tech­no­lo­gie. Rozwiązaniem ultra róż­no­rod­no­ści będą tech­no­lo­gie poma­ga­jące w wybo­rze. Te lep­sze narzę­dzia będą poma­gać ludziom w podej­mo­wa­niu wybo­rów wśród osza­ła­mia­ją­cej liczby możliwości.

Dokąd podró­żują bogaci ludzie? Do miejsc, które są inne (Bali).
Jakie jadłodaj­nie przy­cią­gają klien­tów? Takie, które mają cha­rak­te­ry­styczne, wyróż­nia­jące się cechy.
Jakie pro­dukty sprze­dają się na świa­to­wym rynku? Takie, dzięki któ­rym myślimy inaczej.

żnice kul­tu­rowe, które dobrze pro­spe­rują bez odosob­nie­nia (nawet, jeśli się z niego zro­dziły) będą miały coraz więk­szą war­tość w miarę, jak świat będzie sta­wał się coraz bar­dziej ustandaryzowany.

Przyjmujemy nowe tech­no­lo­gie głów­nie z powodu tego, co dla nas robią, ale po czę­ści też z powodu tego, co dla nas zna­czą. Często nie chcemy przy­jąć nowej tech­no­lo­gii z tego samego powodu: ponie­waż uni­ka­nie jej wzmac­nia lub kształ­tuje naszą tożsamość.

########## 10 uni­wer­sal­nych ten­den­cji posu­wających nas do przodu:

### ZŁOŻONOŚĆ
Spory wzrost złożo­no­ści przez wszyst­kie epoki ewolucji.

### RÓŻNORODNOŚĆ
żno­rod­ność wszech­świata rośnie się od początku świata.

### SPECJALIZACJA
Ewolucja prze­suwa się od ogółu do szczegółu.

Kolejność od ogółu do szcze­gółu jest praw­dziwa w przy­padku więk­szo­ści technologii.

Dziś ist­nieją setki wyspe­cja­li­zo­wa­nych apa­ra­tów foto­gra­ficz­nych, łącz­nie z takimi, któ­rych można uży­wać głę­boko pod wodą, zapro­jek­to­wa­nych do uży­wa­nia w próżni kosmicz­nej i tych, które robią zdję­cia w pod­czer­wieni lub ultrafiolecie.

W chwili obec­nej kom­pu­tery wydają się zmie­rzać w prze­ciw­nym kie­runku, by stać się urzą­dze­niami bar­dziej nada­ją­cymi się do wszyst­kiego, w miarę jak zyskują coraz wię­cej funkcji.

Ta zbieżność jest tym­cza­sowa. Wciąż znaj­du­jemy się w począt­ko­wym sta­dium kom­pu­te­ry­za­cji – albo raczej inte­li­gen­cja­cji. Wszędzie, gdzie obec­nie sto­su­jemy oso­bi­stą inte­li­gen­cję (innymi słowy, wszę­dzie, gdzie pra­cu­jemy i bawimy się) w szyb­kim tem­pie wpro­wa­dzamy rów­nież sztuczną i zbio­rową inte­li­gen­cję i szybko odna­wiamy nasze narzę­dzia i ocze­ki­wa­nia. Zinteligencjowaliśmy mię­dzy innymi księ­go­wość, foto­gra­fię, tra­ding, meta­lur­gię maszyn i pilo­to­wa­nie samo­lo­tów. Jesteśmy o krok od skom­pu­te­ry­zo­wa­nia pro­wa­dze­nia samo­cho­dów, dia­gnoz medycz­nych i rozu­mie­nia mowy. W naszym pędzie do inte­li­gen­cja­cji na wielką skalę, naj­pierw zasto­so­wa­li­śmy mały, wie­lo­za­da­niowy kom­pu­ter oso­bi­sty, z masowo pro­du­ko­wa­nym móżdż­kiem, śred­niej wiel­ko­ści ekra­nem i dostę­pem do Internetu. Wszystkie codzienne zada­nia uzy­skują więc to samo narzę­dzie. Do ukoń­cze­nia pro­cesu wpro­wa­dza­nia inte­li­gen­cji do wszyst­kich zawo­dów będziemy praw­do­po­dob­nie potrze­bo­wać kolej­nej dekady. Dziś brzmi to głu­pio, ale wpro­wa­dzimy sztuczną inte­li­gen­cję do młot­ków, nici den­ty­stycz­nych, pod­no­śni­ków widło­wych, ste­to­sko­pów i patelni. Wszystkie te narzę­dzia uzy­skają nowe moce dzięki dzie­le­niu uni­wer­sal­nej inte­li­gen­cji sieci. Ale w miarę, jak ich nowo wzmoc­nione role staną się jasne, narzę­dzia będą się spe­cja­li­zo­wać. Pierwsze prze­jawy możemy zoba­czyć w takich urzą­dze­niach jak iPhone, Kindle, Wii, tablety i netbooki.

Gracze chcą jak naj­mniej­szego opóź­nie­nia; czy­tel­nicy chcą mak­sy­mal­nej czy­tel­no­ści; tury­ści chcą wodosz­czel­no­ści; dzieci chcą niezniszczalności.

Możemy pro­gno­zo­wać przy­szłość nie­mal każ­dego dzia­ła­ją­cego dzi­siaj wyna­lazku, wyobra­ża­jąc sobie jego ewo­lu­cję w kie­runku wielu wyspe­cja­li­zo­wa­nych zasto­so­wań. Technologia rodzi się w ogól­no­ści i dora­sta do specjalizacji.

### WSZECHOBECNOŚĆ
Konsekwencją samo­re­pro­duk­cji w życiu, a także w tech­nium, jest wewnętrzne dąże­nie do cią­głej obec­no­ści. Gdyby tylko miały moż­li­wość, mle­cze, szopy czy mrówki ogni­ste roz­mna­ża­łyby się, dopóki nie zaję­łyby całej Ziemi. Ewolucja wypo­saża roz­mna­ża­jące się orga­ni­zmy w spo­soby na roz­prze­strze­nia­nie się bez względu na ograniczenia.

Na liście nie­mal wszech­obec­nych tech­no­lo­gii znaj­duje się tka­nina baweł­niana, żela­zne ostrza, pla­sti­kowe butelki, papier, sygnały radiowe. Tych pięć tech­no­lo­gicz­nych gatun­ków znaj­duje się dziś w zasięgu nie­mal każ­dego żyją­cego człowieka.

Wszechobecność zmie­nia wszystko.

Tysiąc cią­gle włą­czo­nych kamer chroni cen­trum mia­sta przed kie­szon­kow­cami, łapie prze­jeż­dża­ją­cych na czer­wo­nym świe­tle i nagrywa nie­pra­wi­dłowe zacho­wa­nie poli­cji. Miliard cią­gle włą­czo­nych kamer służy spo­łe­czeń­stwu do moni­to­ro­wa­nia i pamię­ta­nia, prze­ka­zuje zada­nia świad­ków naocz­nych ama­to­rom, restruk­tu­ry­zuje poję­cie „ja” i zmniej­sza auto­ry­tet władz.

Wszechobecna tech­no­lo­gia zwy­kle znika.

Silnik elek­tryczny stał się wszech­obecny i nie­wi­doczny. W domach nie ma już jed­nego sil­nika; są ich dzie­siątki i każdy z nich jest nie­mal nie­wi­doczny. Nie są już samo­dziel­nymi urzą­dze­niami, ale inte­gral­nymi czę­ściami wielu urządzeń.

Papieru i bawełnia­nych ubrań nie trak­tu­jemy jak tech­no­lo­gii z powodu ich wszechobecności.

To, co mamy i to, co będziemy mieć póź­niej: to, co mamy finan­suje to, co będziemy mieć póź­niej. Czyż nie powinno być tak, że bogaci finan­sują roz­wój taniej tech­no­lo­gii dla biednych?

To samo powie­działbym na temat sekwen­cjo­no­wa­nia DNA, nawi­ga­cji GPS, tanich paneli sło­necz­nych, elek­trycz­nych samo­cho­dów czy nawet żywie­nia. Nie mar­twmy się o tych, któ­rzy nie mają wła­snego kabla świa­tło­wo­do­wego w szkole; mar­twmy się o to, co się sta­nie, gdy każdy będzie go miał. Byliśmy tak sku­pieni na tych, któ­rzy nie mieli wystar­cza­jąco dużo jedze­nia, że nie zwra­ca­li­śmy uwagi na to, co się dzieje, gdy wszy­scy mają go pod dostatkiem.

### WOLNOŚĆ
Gdy poja­wia się ewo­lu­cja, rośnie liczba moż­li­wo­ści wyboru.

Do dziś nie udało nam się wyna­leźć cze­goś, o czym mogli­by­śmy powie­dzieć, że jest „wystar­cza­jąco inteligentne”.

Im bar­dziej potężna tech­no­lo­gia, tym więk­szą zapew­nia wolność.

### WZAJEMNOŚĆ

W miarę, jak życie ewo­lu­uje, staje się coraz bar­dziej zależne od innego życia.

Każdy orga­nizm, który stwa­rza sobie dobrą niszę, two­rzy także poten­cjalne nisze dla innych gatunków.

Większa ten­den­cja wśród orga­ni­zmów do łącze­nia się w spo­łecz­no­ści jest sta­bi­li­zu­jącą zapadką w kole zęba­tym ewolucji.

Większość cię­ża­ró­wek, pocią­gów i samo­lo­tów nie prze­wozi ludzi, ale ładunki. Większość ogrze­wa­nia i chło­dze­nia nie jest sto­so­wane dla ludzi, ale dla innych rzeczy.

Technium wyko­rzy­stuje tylko jedną czwartą ener­gii dla ludz­kiej wygody, jedze­nia i podróży; reszta ener­gii jest pro­du­ko­wana przez tech­no­lo­gię dla technologii.

Przez kolejne 10-20 lat, społecz­no­ściowe aspekty tech­nium będą jed­nymi z naj­waż­niej­szych wyda­rzeń naszej kultury.

Obecnie wyko­rzy­stu­jemy tech­no­lo­gie do wspól­nego two­rze­nia ency­klo­pe­dii, agen­cji infor­ma­cyj­nych, archi­wów fil­mo­wych i opro­gra­mo­wa­nia, w gru­pach, które prze­kra­czają gra­nice kon­ty­nen­tów. Czy w ten sam spo­sób możemy budo­wać mosty, uni­wer­sy­tety i czar­te­rowe mia­sta? Każdego dnia w ciągu minio­nego stu­le­cia ktoś pytał „Czy jest coś, czego nie może zro­bić wolny rynek?”. Wzięliśmy długą listę pro­ble­mów, które, wyda­wa­łoby się, wyma­gały racjo­nal­nego pla­no­wa­nia lub wzor­co­wego rządu i zamiast tego zasto­so­wa­li­śmy zdu­mie­wa­jąco potężny wyna­la­zek logiki ryn­ko­wej. W więk­szo­ści przy­pad­ków roz­wią­za­nie ryn­kowe spraw­dzało się znacz­nie lepiej. Większość dobro­bytu w ostat­nich deka­dach uzy­skano dzięki uwol­nie­niu w tech­nium sił ryn­ko­wych. Teraz pró­bu­jemy doko­nać tego samego w przy­padku nowych tech­no­lo­gii zwią­za­nych ze współ­pracą, zasto­so­wać te tech­niki w rosną­cej liście życzeń – i, od czasu do czasu, w pro­ble­mach, któ­rych nie potra­fił roz­wią­zać wolny rynek – żeby zoba­czyć, czy się spraw­dzą. Zadajemy sobie pyta­nie „Czy jest coś, czego nie może zro­bić tech­no­lo­giczna wzajemność?”.

Za każdym razem, gdy coś ponow­nie wynaj­du­jemy, nada­jemy tej rze­czy jesz­cze więk­szą wzajemność.

### PIĘKNO

Większość roz­wi­nię­tych rze­czy jest pięk­nych, a więk­szość pięk­nych rze­czy jest wysoce rozwiniętych.

Wiele wie­ków temu kilka pierw­szych wer­sji mia­sta Londyn było uwa­ża­nych za ohydne brzy­dac­two. Jednak przez wiele poko­leń każdy frag­ment zabu­dowy Londynu był testo­wany przez codzienne użyt­ko­wa­nie. Te parki i ulice, które speł­niały swoje role, zosta­wały; te, które się nie spraw­dzały, były niszczone.

Miejsca, które są naj­bar­dziej znane ze swo­jego piękna (Wenecja, Kyoto, Isfahan) uka­zują prze­ci­na­jące się war­stwy czasu.

Podczas gdy nasze laic­kie umysły nie potra­fią odgad­nąć dla­czego tak się dzieje, inter­pre­tu­jemy tę ska­mie­niałą naukę jako piękno. Mniej tutaj cho­dzi o gład­kie linie, a wię­cej o gładką kon­ty­nu­ację doświad­cze­nia. Atrakcyjne nożyczki, piękny mło­tek i prze­śliczny samo­chód – wszystko to nie­sie w swo­jej for­mie mądrość swo­ich przodków.

Sieć pach­nie jak życie. Wie tak wiele. Rozpościera swoje pną­cza powią­zań we wszyst­kim i wszędzie.

Technologia nie chce być tylko funk­cjo­nalna. Chce stać się sztuką, być piękna i „bezużyteczna”.

Palenie świe­czek jest obec­nie zna­kiem luk­su­so­wej bezużyteczności.

### ŚWIADOMOŚĆ

Miodowody, ptaki z Kenii, przyciągają ludzi do gniazd dzi­kich psz­czół, tak by ptaki mogły poży­wić się tym, co zosta­nie, gdy ludzie zabiorą miód; według orni­to­lo­gów mio­do­wody cza­sami „oszu­kują” zbie­ra­czy miodu co do rze­czy­wi­stej odle­gło­ści od leśnego gniazda, jeśli znaj­duje się w odle­gło­ści więk­szej niż dwa kilo­me­try, żeby ich nie zniechęcać.

Ludzie popełniają szo­wi­ni­styczny błąd wobec każ­dego rodzaju inte­li­gen­cji, uwa­ża­jąc, że nie dokład­nie odzwier­cie­dla ona naszą. Jeśli sztuczny umysł nie zacho­wuje się dokład­nie tak, jak ludzki, nie będziemy go uwa­żać go za inteligentny.

Odkryjmy pełną róż­no­rod­ność inte­li­gen­cji. Każdy typ myśle­nia, bez względu na to, w jak wiel­kiej jest skali, może być zro­zu­miany tylko w ogra­ni­czo­nym stop­niu. Wszechświat jest tak olbrzymi, tak roz­le­gły w swo­ich tajem­ni­cach, że do jego zro­zu­mie­nia potrzebny jest każdy moż­liwy rodzaj umy­słu. Zadaniem tech­nium jest wyna­le­zie­nie miliona lub miliarda moż­li­wo­ści rozumienia.

==

Nauka jest zapro­jek­to­wana tak, by zwiększać porzą­dek i orga­ni­za­cję wie­dzy, którą zdo­by­wamy na temat świata. Nauka two­rzy „narzę­dzia” – tech­niki i metody – które mani­pu­lują infor­ma­cjami w taki spo­sób, by mogły być testo­wane, porów­ny­wane, zapi­sane i ponow­nie przy­wo­łane w upo­rząd­ko­wany spo­sób, i odwo­ły­wane do innej wie­dzy. „Prawda” to tak naprawdę jedy­nie ocena tego, jak można budo­wać nowe teo­rie na pod­sta­wie kon­kret­nych fak­tów, jak można je roz­wi­jać i łączyć ze sobą.

Typowe odkry­cie naukowe w dzi­siej­szych cza­sach polega na fak­tach i dających się oba­lić hipo­te­zach; jest testo­wane w powta­rzal­nych, kon­tro­lo­wa­nych eks­pe­ry­men­tach, z uży­ciem pla­cebo i podwój­nie śle­pych prób; jest opi­sy­wane w maga­zy­nach eks­perc­kich i indek­so­wane w biblio­tece z podob­nymi doniesieniami.

Technologia to to, jak ludzki umysł odkrywa prze­strzeń moż­li­wo­ści i zmie­nia metody poszu­ki­wa­nia rozwiązań.

Technologia przy­niosła w ciągu 100 lat tyle zmian na ziemi, ilu doświad­czyło życie w ciągu ostat­nich miliar­dów lat.

Kultura popu­larna niesłusz­nie sku­pia się na gwiaz­dor­stwie, będą­cym udo­wod­nioną gwa­ran­cją suk­cesu. W rze­czy­wi­sto­ści pro­mi­nentne pozy­cje i gwiaz­dor­stwo mogą być wię­zie­niem, kafta­nem bez­pie­czeń­stwa, okre­śla­nym przez to, w czym inni osią­gnęli suk­ces. Idealnie byłoby, gdy­byś kon­cep­cja mistrzo­stwa była dopa­so­wana spe­cjal­nie dla każ­dego człowieka.

Nauczyłem się szu­kać mini­mal­nej ilo­ści tech­no­lo­gii dla sie­bie, która stwo­rzy mak­sy­malną ilość wybo­rów dla mnie i innych.

Zawsze powinniśmy dzia­łać tak, by zwięk­szyć liczbę wybo­rów.
Ta zasada nigdy nie zawo­dzi:


W każdej grze powin­ni­śmy zwięk­szać ilość swo­ich możliwości.

Poznaj swoją
następną
ulubioną
książkę.
Mądrego zawsze miło posłuchać
Czego uczą nas marki, którym ufamy?
My, zadajemy sobie to pytanie każdego dnia.
W tym miejscu chcielibyśmy dzielić się z Tobą efektami naszych poszukiwań.

Kolekcjonowanie
Ludzie lubią zbie­rać inte­re­su­jące rze­czy, które uzu­peł­niają, lub kom­ple­tują jakiś więk­szy zestaw.
Czy na two­jej stro­nie ist­nieje moż­li­wość zbie­ra­nia cze­goś?

Kupony, pla­kietki, punkty, lub inne kawałki więk­szej cało­ści – moż­li­wo­ści są nie­ogra­ni­czone. Najlepiej, by przed­mioty te wią­zały się z repu­ta­cją i polep­szały jakość Twojej usługi.
Jestem zainteresowany!
Do: studio@owocni.pl
Od:
Twoja wiadomość
Witam, nazywam się , chętnie nawiąże kontakt z Owocnymi w sprawie współpracy nad nowym projektem. Poproszę o kontakt i wstępną ofertę. Mój numer telefonu to:
[Dostosuj tę wiadomość]
  • Częste pytania
    Ważne pytania i odpowiedzi
    1A co jeśli wasz projekt po
    prostu mi się nie spodoba?
    odpowiedź
    2Jak obsługujecie małe
    i początkujące firmy?
    odpowiedź
    3Jak wygląda
    współpraca na odległość?
    odpowiedź
    4Jaką gwarancję
    jakości otrzymam?
    odpowiedź
    5Ile wynosi minimalny
    budżet projektu?
    odpowiedź
    6Jak rozpocząć współpracę?
    odpowiedź
    Zapytaj o swój projekt
  • Broszura
    Jestem zainteresowany!
    Broszura
    firmowa.
    Jest darmowa!Niezbędna na zebraniu
    lub spotkaniu biznesowym.
    Pobierz broszurę - kliknij

Opublikuj treść u siebie

Chcesz zamieścić tą treść na swoim
blogu, za darmo? Nic prostszego!

Wystarczy, że wstawisz link zwrotny.
Zobacz jak publikować nasze treści.

  • Pisz dla nas
    Pisz dla nas, ekspercie

    Szanowny ekspercie.
    Podziel się wiedzą i odbierz zapłatę.

    Za dobrą treść, płacimy dobre pieniądze.
    Sprawdź to - kliknij tutaj.

  • Wesprzyj nas
    IMarketing

    Podoba Ci się to co robimy?
    - Udziel nam wsparcia, to łatwe - sprawdź tu.

Kliknij lubię to na
x
Będziemy Ci bardzo wdzięczni za
sugestie lub informację o napotkanym
błędzie. Każdego dnia wkładamy wiele
pracy, aby te strony były lepsze.

Pozwól nam Tobie podziękować:
no-spam