show menu
+ Menu
tribes-seth-godin1

Tribes

Zostań internetowym przywódcą.
Plemiona 2.0
Autor: Seth Godin

Przywódcy mają zwo­len­ni­ków. Managerowie mają pra­cow­ni­ków. Inspirujące spoj­rze­nie na to, czego potrzeba, by orga­ni­zo­wać i mobi­li­zo­wać grupy ludzi. Jedna z naj­gło­śniej­szych ksią­żek ostat­nich lat.

Plemię to grupa ludzi przy­wią­zana do sie­bie nawza­jem, przy­wią­zana do lidera, przy­wią­zana do idei.

By być ple­mie­niem, grupa potrze­buje tylko dwóch rze­czy: wspól­nego inte­resu i spo­sobu komunikacji.

Plemiona potrze­bują przy­wódz­twa. Ludzie chcą przy­wią­za­nia, roz­woju i cze­goś nowego. Chcą zmian.

Nie możemy nic na to pora­dzić: mamy potrzebę przy­na­leż­no­ści. Jednym z naj­po­tęż­niej­szych mecha­ni­zmów prze­trwa­nia jest bycie czę­ścią ple­mie­nia, przy­czy­nia­nie się do osią­gnięć grupy podob­nie myślą­cych ludzi i korzy­sta­nie z tych osią­gnięć. Przyciągają nas przy­wódcy i ich idee, nie możemy się oprzeć pędowi do przy­na­leż­no­ści i pod­eks­cy­to­wa­niu nowościami.

Niektóre ple­miona tkwią w miej­scu. Przyjmują sta­tus quo i igno­rują każ­dego członka, który ośmieli się zakwe­stio­no­wać auto­ry­tet i zaak­cep­to­wany porzą­dek. Wielkie orga­ni­za­cje cha­ry­ta­tywne, maleń­kie kluby, wal­czące kor­po­ra­cje – to wszystko to ple­miona i wszyst­kie tkwią w miej­scu. Nie jestem zbyt­nio nimi zain­te­re­so­wany. Generują nie­wielką war­tość i są tro­chę nudne. Jednak każdy czło­nek ple­mion to ruch, który czeka, by móc zaist­nieć – grupa ludzi cze­ka­ją­cych na ener­gię i transformację.

Ruch jest eks­cy­tu­jący. To praca wielu ludzi, przy­wią­za­nych do sie­bie, szu­ka­ją­cych cze­goś lepszego.

Oto co się zmie­niło: nie­któ­rzy ludzie dużo bar­dziej podzi­wiają to, co nowe i sty­lowe niż sza­nują spraw­dzony stan rze­czy. Bardzo czę­sto ci sku­pieni na prze­lot­nych modach maniacy inno­wa­cji to ludzie, któ­rzy kupują i ludzie, któ­rzy mówią. W wyniku tego, nowe spo­soby dzia­ła­nia, nowe sta­no­wi­ska pracy, nowe moż­li­wo­ści i nowe twa­rze stają się coraz ważniejsze.

Marketing jako czyn­ność zmie­nił rynek. Rynkowi dużo mniej impo­nują teraz prze­ciętne rze­czy dla prze­cięt­nych ludzi i dużo mniej impo­nują mu gło­śne, miga­jące i dro­gie reklamy. Dziś rynek chce zmian.

Jack, „oka­zjo­nalna restau­ra­cja” pro­wa­dzona w Brooklynie przez Danielle Sucher i Dave’a Turnera. Otwierają restau­ra­cję tylko około 20 razy w roku, w sobot­nie wie­czory. Na rezer­wa­cję. Ich menu można wcze­śniej spraw­dzić w Sieci. Później, rezer­wu­jemy i pła­cimy, jeśli mamy ochotę pójść. Zamiast szu­kać klien­tów dla swo­ich dań, mogą stwo­rzyć dania dla swo­ich klien­tów. Zamiast obsłu­gi­wać ano­ni­mo­wych spon­so­rów, urzą­dzają przy­ję­cie. Danielle pisze arty­kuły kuli­narne dla popu­lar­nej strony Gothamist i wraz z Dave’em pro­wa­dzi bloga kuli­nar­nego Habeas Brûlée. Oznacza to, że wcho­dzą już w inte­rak­cje z ple­mie­niem. To zna­czy, że gdy restau­ra­cja działa, staje się głów­nym miej­scem pośred­nic­twa, miej­scem, w któ­rym można spę­dzić czas z innymi człon­kami plemienia.

Przywódcy nie przej­mują się zbyt­nio struk­turą orga­ni­za­cyjną, czy ofi­cjal­nym bło­go­sła­wień­stwem fabryki, dla któ­rej pra­cują. Wykorzystują pasję i pomy­sły, by pro­wa­dzić ludzi, a nie wyko­rzy­sty­wać pogróżki i biu­ro­kra­cję, by nimi zarządzać.

Istnieje róż­nica pomię­dzy mówie­niem ludziom, co mają robić a zachę­ca­niem ich do dzia­ła­nia. Ruch ma miej­sce wtedy, gdy ludzie roz­ma­wiają ze sobą, kiedy pomy­sły roz­prze­strze­niają się w spo­łecz­no­ści i przede wszyst­kim wtedy, gdy wspar­cie innych pro­wa­dzi do tego, co od zawsze było według nich właściwe.

Wspaniali przy­wódcy wywo­łują ruch przez upo­waż­nie­nie ple­mie­nia do komu­ni­ka­cji. Ustalają dla ludzi fun­da­ment do nawią­zy­wa­nia kon­tak­tów, zamiast naka­zy­wać im, by za nimi podążali.

ULEPSZENIE PLEMIENIA:
Potrzeba tylko dwóch rze­czy, by zmie­nić grupę ludzi w ple­mię:
- wspól­nego inte­resu,
- spo­sobu komunikacji.

Komunikacja może mieć nastę­pu­jące kie­runki:
- od przy­wódcy do ple­mie­nia,
- od ple­mie­nia do przy­wódcy,
- od członka ple­mie­nia do członka ple­mie­nia,
- od członka ple­mie­nia do osoby postronnej.

Przywódca może więc pomóc zwięk­szyć efek­tyw­ność ple­mie­nia i jego człon­ków poprzez:
- trans­for­ma­cję wspól­nego inte­resu w pełen pasji cel i pra­gnie­nie zmiany,
- zapew­nie­nie narzę­dzi, które pozwolą człon­kom zacie­śnić komu­ni­ka­cję,
- podźwi­gnię­cie ple­mie­nia, by pozwo­lić mu się roz­wi­jać i zyski­wać nowych członków.

Scott Beale na festi­walu SXSW miał dość cze­ka­nia w kolejce, by dostać się na imprezę Google, więc prze­szedł się ulicą, zna­lazł opusz­czony bar, zła­pał kilka sto­li­ków w głębi i na Twitterze oznaj­mił „Przyjęcie Alta Vista w barze Ginger Man”. W ciągu kilku minut poja­wiło się 8 osób. Potem 50, a potem kolejka przed drzwiami.

Organizacje są waż­niej­sze niż kie­dy­kol­wiek. To fabryk nie potrzebujemy.

Organizacje dają nam moż­li­wość stwo­rze­nia zło­żo­nych pro­duk­tów. Zapewniają nie­zbędną siłę i kon­se­kwen­cję, by wypu­ścić pro­dukty na rynek i wes­przeć je. Co naj­waż­niej­sze, orga­ni­za­cje mają odpo­wied­nią skalę, by móc zająć się dużymi plemionami.

Organizacje przy­szło­ści są wypeł­nione spryt­nymi, szyb­kimi i ela­stycz­nymi ludźmi, wyko­nu­ją­cymi misję. Jednak do tego potrzeba przywództwa.

Nie chcemy być wyjąt­kowi, bo oba­wiamy się kry­tyki. W głębi duszy boimy się, że komuś będzie się to nie podo­bać i że zosta­niemy skrytykowani.

Jeśli zoba­czymy, jak kilka osób jest kry­ty­ko­wa­nych za inno­wa­cyj­ność, to bar­dzo łatwo prze­ko­namy samych sie­bie, że dokład­nie to samo przy­trafi się nam, jeśli nie będziemy ostrożni.

Jak mogę stwo­rzyć coś, co będą kry­ty­ko­wać krytycy?

Wszyscy wspa­niali przy­wódcy są hojni – umoż­li­wiają pro­spe­ro­wa­nie plemienia.

Najpotężniejszym spo­so­bem na takie umoż­li­wia­nie jest bycie god­nym pomnika: wycho­dze­nie przed sze­reg, przy­kła­da­nie się, ambitne zebra­nia i wypo­wia­da­nie się.

Łatwo jest się wahać, gdy czu­jemy, że może otrzy­mu­jemy zbyt wiele uwagi. Wspaniali przy­wódcy są w sta­nie kie­ro­wać świa­tło reflek­to­rów na swoje zespoły, swoje ple­miona. Wspaniali przy­wódcy nie chcą uwagi, jed­nak wyko­rzy­stują ją, by zjed­no­czyć ple­mię i wzmoc­nić jego poczu­cie celu.

Gdy nad­uży­wamy uwagi, zabie­ramy coś od ple­mie­nia. Gdy dyrek­tor gene­ralny zacho­wuje się jak samo­lubny monar­cha, już nie prze­wo­dzi, tylko zabiera.

CIAŚNIEJ:

Pierwszą rze­czą, na któ­rej może sku­pić się przy­wódca jest zacie­śnie­nie ple­mie­nia. Kuszące jest powięk­sza­nie ple­mie­nia, zdo­by­wa­nie nowych człon­ków, sze­rze­nie roz­głosu. Jednak to wszystko bled­nie w porów­na­niu z efek­tami, jakie nie­sie ze sobą cia­śniej­sze ple­mię. Plemię, które komu­ni­kuje się szyb­ciej, ocho­czo i z emo­cjami, to ple­mię, które dobrze prosperuje.

Ciaśniejsze ple­mię będzie czę­ściej słu­chać swo­jego przy­wódcy i czę­ściej koor­dy­no­wać dzia­ła­nia i pomy­sły wśród człon­ków plemienia.

Takie zacie­śnia­nie może wyda­rzyć się bez udziału tech­no­lo­gii, może wyda­rzyć się, gdy nie ma moty­wa­cji finan­so­wej. Keith Ferazzi kie­ruje ple­mie­niem spryt­nych cele­bry­tów i opi­nio­twór­ców – od Meg Ryan do Bena Zandera – i kie­ruje tą nie­moż­liwą do kie­ro­wa­nia grupą jedy­nie poprzez zacie­śnia­nie ple­mie­nia. Przedstawia ludzi. Zaprasza ich na obiad. Znajduje obszary wspól­nych zain­te­re­so­wań, a potem scho­dzi z drogi.

DYSKOMFORT JEST TAM, GDZIE POTRZEBNY JEST PRZYWÓDCA:

Niekomfortowe jest sta­nie przed obcymi.
Niekomfortowe jest pro­po­no­wa­nie pomy­słu, który może ponieść porażkę.
Niekomfortowe jest pod­wa­ża­nie sta­tusu quo.
Niekomfortowe jest opie­ra­nie się chęci sta­bi­li­za­cji.
Gdy roz­po­znamy dys­kom­fort, to zna­czy, że zna­leź­li­śmy miej­sce, w któ­rym potrzebny jest przy­wódca.
Jeśli pra­cu­jąc jako przy­wódca nie czu­jemy się nie­kom­for­towo, nie­mal pewne jest, że nie reali­zu­jemy swo­jego potencjału.

ZWOLENNICY / MIKROPRZYWÓDZTWO:

Ślepe owce nie robią nic poza bez­myśl­nym wypeł­nia­niem pole­ceń.
Nie robią tego, czego wyma­gają lokalni przy­wódcy, gdy człon­ko­wie ple­mie­nia kon­tak­tują się ze sobą.
Nie będą spraw­dzać się zbyt dobrze przy rekru­ta­cji nowych człon­ków. Ewangelizacja wymaga przywództwa.

Ludzie chęt­nie się anga­żują, jeśli mogą coś ulep­szyć. Takie mikro­przy­wódz­two jest istotne.
To wła­śnie mikro­przy­wódcy w oko­pach i ich entu­zja­stycz­nie nasta­wieni zwo­len­nicy wpro­wa­dzają zmiany, nie szef, który pozor­nie zarzą­dza grupą.

Przywódcy ciężko pra­cują, by gene­ro­wać ruch, który może prze­mie­nić grupę w plemię.

Pochylona postawa jest rzadka i cenna.

Gdy szu­ka­łem pra­cow­ni­ków, zało­ży­łem pry­watną grupę na Facebooku dla apli­ku­ją­cych i po pro­stu zapro­si­łem każ­dego do wzię­cia udziału. Sześćdziesięciu z nich dołą­czyło natych­miast. Nie ist­niało jesz­cze żadne ple­mię – tylko 60 obcych sobie osób. W ciągu kilku godzin, kil­koro z nich objęło przy­wódz­two, zaczęło posto­wać nowe tematy, roz­po­czy­nać dys­ku­sje, pochy­la­jąc się i prze­wo­dząc. Wezwali innych do udzie­la­nia się i uczest­nic­twa. A inni? Czaili się.

Kogo byśmy zatrudnili?

Nie każde przy­wódz­two wymaga wycho­dze­nia przed sze­reg. Tyle samo wysiłku wymaga sku­teczne zej­ście z drogi. Jimmy Wales prze­wo­dzi Wikipedią nie dzięki zachę­tom, ale dzięki umoż­li­wia­niu innym wypeł­nie­nia pustki.

Jedyny spo­sób, który nigdy nie działa, to ten naj­pow­szech­niej­szy: nie robie­nie zupeł­nie niczego.

Różnica pomię­dzy wyco­fy­wa­niem się i nie robie­niem niczego może się wyda­wać nie­wielka, jed­nak tak nie jest. Przywódca, który się wyco­fuje, wyka­zuje odda­nie dla siły ple­mie­nia i czuj­nie czeka na wła­ściwy moment, by wkro­czyć z powro­tem. Ktoś, kto nic nie robi, po pro­stu się chowa.

Przywództwo to wybór. Wybór, by coś robić. Pochylić się, wyco­fać, ale coś robić.

Inni zakpią i przejdą dalej, zasta­na­wia­jąc się, o co ta cała obse­sja. To oczy­wi­ście buduje ple­mię. Istnieją „wta­jem­ni­czeni” i osoby postronne.

Ciekawość to słowo-klucz. Dotyczy pra­gnie­nia zro­zu­mie­nia, pra­gnie­nia spró­bo­wa­nia, pra­gnie­nia prze­pchnię­cia tego, co jest inte­re­su­jące. Przywódcy są cie­kawi, ponie­waż nie mogą się docze­kać, by dowie­dzieć się, co w następ­nej kolej­no­ści zamie­rza zro­bić grupa. Zmiany w ple­mie­niu to wła­śnie to, co jest inte­re­su­jące, a cie­ka­wość je napędza.

Wszystko, czego potrze­bu­jemy, by prze­wo­dzić ple­mie­niem, to moty­wo­wa­nie ludzi, któ­rzy chcą za nami podążać.


NIECH BĘDZIE MAŁE:

Wyobraźmy sobie dwie klasy z podob­nymi nauczy­cie­lami. W jed­nej jest 15 uczniów, w dru­giej 32. Która grupa otrzyma lep­szą edu­ka­cję? Ta mniej­sza– ponie­waż nauczy­ciel ma wię­cej czasu, który może poświę­cić na dopa­so­wa­nie lek­cji do każ­dego ucznia. Ma mniej uczniów, a przez to także mniej­sze zamie­sza­nie w trak­cie zajęć.

Wspaniali przy­wódcy nie sta­rają się każ­dego zado­wo­lić.
Wspaniali przy­wódcy nie roz­cień­czają swo­jego prze­sła­nia, żeby spra­wić, by ple­mię było nieco więk­sze.
Zdają sobie jed­nak sprawę, że zmo­ty­wo­wane, kon­tak­tu­jące się ze sobą ple­mię w ruchu jest potęż­niej­sze niż kie­dy­kol­wiek mogłaby być więk­sza grupa.

Niektóre ple­miona dzia­łają lepiej, gdy są mniej­sze. Bardziej zastrze­żone. Do któ­rych trud­niej się dostać. Niektóre ple­miona wspa­niale pro­spe­rują wła­śnie dla­tego, że są małe. Na siłę powięk­sza­jąc takie ple­mię możemy wszystko znisz­czyć. „Nikt tam już nie cho­dzi – to miej­sce jest zbyt popularne.”


Przywódcy, któ­rzy są nasta­wieni na dawa­nie, są bar­dziej pro­duk­tywni niż ci nasta­wieni na branie.

Plemiona potra­fią wyczuć, dla­czego ktoś prosi o ich uwagę.


WIARA A RELIGIA:

Jeśli popa­trzymy, jak dzieci uczą się tech­niki dyno we wspi­naczce, zoba­czymy, że sekre­tem tej umie­jęt­no­ści nie jest roz­wi­ja­nie mię­śni czy pozna­nie jakiejś egzo­tycz­nej tech­niki. Chodzi zale­d­wie o wykształ­ce­nie w sobie wiary, że się uda. Bez wiary skok nigdy się nie udaje.

W naszym życiu ist­nieje nie­zli­czona ilość reli­gii.
Religia Broadwayu okre­śla, jak powi­nien wyglą­dać musi­cal i jakie wywo­ły­wać uczu­cia.
Religia stan­dar­do­wego pro­gramu MBA kształ­tuje postrze­ga­nie sukcesu.

Religia daje naszej wie­rze nie­wiel­kie wspar­cie, kiedy go potrzebujemy.

Religia w swo­jej naj­lep­szej postaci jest swego rodzaju man­trą, sub­tel­nym lecz kon­se­kwent­nym przy­po­mnie­niem, że wie­rze­nie jest w porządku i że wiara jest spo­so­bem, by dostać się tam, gdzie zmierzamy.

Religia w naj­gor­szej postaci wzmac­nia sta­tus quo, czę­sto kosz­tem naszej wiary.

Trzymanie się zasad bez żad­nych mody­fi­ka­cji nie pozwala na zwró­ce­nie się ku nowym, lep­szym doświadczeniom.

Heretycy ata­kują daną reli­gię, jed­nak robią to z bar­dzo sil­nymi pod­sta­wami wiary. By prze­wo­dzić, musimy pod­wa­żyć sta­tus quo reli­gii, według któ­rej żyjemy.

Heretycy, któ­rzy osią­gnęli suk­ces two­rzą wła­sną reli­gię. Nowe grupy przy­ja­ciół, nowi poplecz­nicy, nowe rytuały.

Rozpoznajmy w swo­jej idei potrzebę wiary. Znajdźmy ple­mię, któ­rego wspar­cia potrze­bu­jemy i stwórzmy wokół naszej wiary nową religię.

Gdy zako­chu­jemy się w sys­te­mie, tra­cimy zdol­ność rozwoju.


STATUS QUO A BYCIE PIERWSZYM:

Przywództwo nie­mal zawsze wymaga myśle­nia i dzia­ła­nia jak super­pies. Jest tak ponie­waż przy­wódcy pra­cują, by zmie­niać rze­czy, a ludzie, któ­rzy wygry­wają, rzadko to robią.

Przywódcy idą pierwsi.
Rozpoczynanie: zoba­cze­nie cze­goś, co inni igno­rują i zabra­nie się za to.
Powodujemy wyda­rze­nia, na które inni muszą zare­ago­wać.
Wprowadzamy zmiany.

Wszyscy wie­rzą, że to, co mają, jest praw­do­po­dob­nie lep­sze niż ryzyko i strach wią­żące się ze zmianami.

Rzadko zda­rza się, by na początku nowo­ści wyda­wały się tak dobre, jak stare rze­czy.
Jeśli koniecz­nie chcemy, by od samego początku alter­na­tywa była lep­sza niż sta­tus quo, to nigdy nie zaczniemy.
Nowa rzecz będzie dość szybko lep­sza od sta­rej. Jednak, jeśli będziemy cze­kać aż do tej pory, to będzie za późno.

Tu nie cho­dzi o posia­da­nie wspa­nia­łych pomy­słów. Wspaniałe pomy­sły gdzieś tam są, za darmo, na sąsiedz­kim blogu. Tu cho­dzi o pod­ję­cie ini­cja­tywy i spra­wie­nie, że te rze­czy się wydarzą.

Bycie pierw­szym i okre­śla­nie zakresu nowego tery­to­rium nie­mal zawsze się opłaca.


Gdy zatrud­niamy wspa­nia­łych ludzi i dajemy im wolną rękę, to robią wspa­niałe rzeczy.

Największy krok wyko­nuje ten, kto uczy lub zatrud­nia. Przyjmujmy odważne zacho­wa­nia. Nagradzajmy je i cieszmy się z nich.

 

KLUCZOWE ELEMENTY MIKRORUCHÓW:

1. Publikacja mani­fe­stu.
Ujawniamy go i uła­twiamy jego roz­prze­strze­nia­nie się. Nie musi być wydru­ko­wany ani nawet spi­sany. To po czę­ści man­tra, motto i spo­sób patrze­nia na świat. Łączy człon­ków ple­mie­nia i nadaje im strukturę.

2. Ułatwienie kon­taktu z nami dla naszych zwo­len­ni­ków.
Może być tak pro­sty, jak wizyta u nas, wysła­nie e-maila czy oglą­da­nie nas w tele­wi­zji. Może też być tak bogaty i zło­żony jak komu­ni­ka­cja przez Facebooka czy Ning.

3. Ułatwienie wza­jem­nych kon­tak­tów zwo­len­ni­ków.
Chodzi o to nie­wiel­kie kiw­nię­cie głową, któ­rym obda­rzają się nawza­jem stali klienci restau­ra­cji. Albo o wspól­nego drinka w pocze­kalni na lot­ni­sku. Jeszcze lep­sze są przy­ja­zne sto­sunki nawią­zane przez ochot­ni­ków pra­cu­ją­cych przy kam­pa­nii wybor­czej lub pra­cow­ni­ków wta­jem­ni­czo­nych w wypusz­cze­nie nowego pro­duktu. Wspaniali przy­wódcy usta­lają, jak spra­wić, by te oddzia­ły­wa­nia miały miejsce.

4. Zdanie sobie sprawy, że pie­nią­dze nie są celem ruchu.
Pieniądze ist­nieją zale­d­wie po to, by go umoż­li­wić. Jeśli spró­bu­jemy wycią­gnąć pie­nią­dze z ruchu, spo­wol­nimy jego rozwój.

5. Śle­dze­nie postę­pów.
Róbmy to publicz­nie i twórzmy ścieżki, by zwo­len­nicy mogli korzy­stać z postępów.


ZASADY:

1. Przezroczystość to naprawdę tylko nasza opi­nia.
Każdy, komu nie udała się ewan­ge­li­za­cja w tele­wi­zji ciężko tego doświad­czył. Ludzie, któ­rzy za nami podą­żają, nie są głupi. Możemy odpaść z powodu skan­dalu albo, co bar­dziej praw­do­po­dobne, z powodu nudy. Ludzie potra­fią wyczuć pod­stęp na kilometr.

2. Nasz ruch musi być więk­szy od nas.
Autor i jego książka, na przy­kład, nie two­rzą ruchu. Natomiast zmiana spo­sobu apli­ka­cji na stu­dia już tak.

3. Ruchy, które się roz­wi­jają, dobrze pro­spe­rują.
Każdego dnia stają się lep­sze i potęż­niej­sze. Dotrzemy tam wystar­cza­jąco szybko. Nie zasta­wiajmy się tylko dla­tego, że nam się śpieszy.

4. Ruchy są naj­bar­dziej jasne, gdy porów­nuje się je ze sta­tu­sem quo lub ruchami, które chcą prze­bić się w prze­ciw­nym kie­runku.
Gorzej radzą sobie, gdy są porów­ny­wane z innymi ruchami, mają­cymi podobne cele. Zamiast pró­bo­wać je pobić, dołączmy do nich.

5. Wyłączmy osoby postronne.
Wyłączenie jest bar­dzo potężną siłą lojal­no­ści i uwagi. Ten, kto nie jest w naszym ruchu liczy się nie­mal tak samo, jak ten, kto do niego należy.

6. Równanie innych z zie­mią nigdy nie jest tak pomocne dla ruchu, jak pod­bu­do­wy­wa­nie naszych zwolenników.


Pracownicy ds. obsługi klienta poja­wiają się, prze­strze­gają pod­ręcz­nika, trak­tują każ­dego klienta tak samo, a póź­niej nie potra­fią dojść do tego, dla­czego w zamian spo­ty­kają się z bra­kiem szacunku.

Chciejmy się mylić.
Zdajmy sobie sprawę, że myle­nie się nie jest śmiertelne.

Sekret przy­wódz­twa: nama­lujmy obraz przy­szło­ści. Udajmy się tam.

Opuszczenie dużego, usta­bi­li­zo­wa­nego, zblo­ko­wa­nego ple­mie­nia jest w porządku. W porządku jest mówie­nie: „Nie zmier­za­cie tam, gdzie ja potrze­buję się dostać i nie ma moż­li­wo­ści, żeby prze­ko­nać was wszyst­kich do podą­ża­nia za mną. Więc zamiast stać tu i patrzeć, jak zni­kają moż­li­wo­ści, odcho­dzę. Założę się, że część z was, naj­lepsi z was, pójdą za mną.”

Możemy stwo­rzyć więk­sze, szyb­sze, tań­sze ple­mię, niż byli­śmy w sta­nie stwo­rzyć kie­dyś. Koszty trans­ak­cji spa­dają, pod­czas gdy koszty orga­ni­za­cji for­mal­nych (biura, dodatki socjalne, zarzą­dza­nie) cią­gle rosną.

Wiele dużych orga­ni­za­cji powięk­sza się w ramach walki z siłą ple­mion. Ich człon­ko­wie mają nadzieję, że for­malny cha­rak­ter ich wiel­ko­ści jakoś sku­tecz­nie zwal­czy ela­styczną, szybką i nie­kiedy swo­bodną siłę ple­mie­nia (bar­dzo mało prawdopodobne).


Jeśli sły­szysz mój pomysł, ale w niego nie wie­rzysz, to nie twoja wina – ale moja.
Jeśli jesteś uczniem w mojej kla­sie i nie uczysz się tego, co wykła­dam, to zna­czy, że cię zawiodłem.

Naprawdę łatwo jest nale­gać, by ludzie czy­tali instruk­cję obsługi.
Naprawdę łatwo jest winić użyt­kow­nika / ucznia / klienta za nie pró­bo­wa­nie, za bycie za głu­pim, by coś pojąć, za nie­wy­star­cza­jącą uwagę.
Kuszące jest obwi­nia­nie tych człon­ków ple­mie­nia, któ­rzy nie pra­cują nad swo­imi obo­wiąz­kami tak ciężko, jak my nad prze­wo­dze­niem.
Jednak żadna z tych rze­czy nie pomaga.

Jeśli nikomu nie zależy, to nie mamy ple­mie­nia. Jeśli nam nie zależy – naprawdę i głę­boko – to nie możemy przewodzić.

Przywódcy two­rzą kul­turę wokół swo­jego celu i włą­czają w tę kul­turę innych.

Ludzie chcą mieć pew­ność, że sły­szymy, co mówią. Mniej sku­piają się na tym, czy robimy to, co powie­dzieli.
Słuchajmy. Naprawdę słu­chajmy. Potem podej­mijmy decy­zję i przejdźmy dalej.


Znajdźmy jedną osobę, która nam ufa i sprze­dajmy jej swój pro­dukt. Czy bar­dzo się jej podoba? Czy czuje się nim pod­eks­cy­to­wana? Na tyle pod­eks­cy­to­wana, by powie­dzieć o nim 10 zna­jo­mym, ponie­waż to im pomoże, a nie dla­tego, że pomoże nam?

Plemiona rosną, gdy ludzie rekru­tują innych ludzi. Tak też roz­prze­strze­niają się pomy­sły. Plemię oczy­wi­ście nie robi tego dla nas. Jego człon­ko­wie robią to dla sie­bie nawzajem.

Dużą czę­ścią przy­wódz­twa jest zdol­ność do trzy­ma­nia się swo­jego marze­nia przez długi czas. Na tyle długi, by kry­tycy zdali sobie sprawę, że w ten czy inny spo­sób, uda nam się je zre­ali­zo­wać – więc zaczną podą­żać za nami.

Ludzie nie wie­rzą w to, co im mówimy. Rzadko wie­rzą w to, co im poka­zu­jemy. Często wie­rzą w to, co mówią im zna­jomi. Zawsze wie­rzą w to, co mówią sami sobie. Co robią przy­wódcy: dają ludziom histo­rie, które mogą opo­wie­dzieć samym sobie. Historie o przy­szło­ści i o zmianie.

Poznaj swoją
następną
ulubioną
książkę.
Mądrego zawsze miło posłuchać
Czego uczą nas marki, którym ufamy?
My, zadajemy sobie to pytanie każdego dnia.
W tym miejscu chcielibyśmy dzielić się z Tobą efektami naszych poszukiwań.

Metafora
koncepcyjna
Nadajemy sens i rozu­miemy nowe kon­cep­cje przez porów­na­nie ich do innych, które zna­li­śmy już wcześniej.
Czy wyko­rzy­stu­jesz obra­zo­wa­nie lub suge­stywny język, by wyja­śnić trudne poję­cia?

Pomóż ludziom zro­zu­mieć Twój prze­kaz poprzez nakre­śle­nie dosłow­nej lub ukry­tej prze­no­śni. Wykorzystaj to sko­ja­rze­nie, by pomóc ludziom zro­zu­mieć poję­cie i wpły­nąć na to, jak jest ono postrzegane.
Jestem zainteresowany!
Do: studio@owocni.pl
Od:
Twoja wiadomość
Witam, nazywam się , chętnie nawiąże kontakt z Owocnymi w sprawie współpracy nad nowym projektem. Poproszę o kontakt i wstępną ofertę. Mój numer telefonu to:
[Dostosuj tę wiadomość]
  • Częste pytania
    Ważne pytania i odpowiedzi
    1A co jeśli wasz projekt po
    prostu mi się nie spodoba?
    odpowiedź
    2Jak obsługujecie małe
    i początkujące firmy?
    odpowiedź
    3Jak wygląda
    współpraca na odległość?
    odpowiedź
    4Jaką gwarancję
    jakości otrzymam?
    odpowiedź
    5Ile wynosi minimalny
    budżet projektu?
    odpowiedź
    6Jak rozpocząć współpracę?
    odpowiedź
    Zapytaj o swój projekt
  • Broszura
    Jestem zainteresowany!
    Broszura
    firmowa.
    Jest darmowa!Niezbędna na zebraniu
    lub spotkaniu biznesowym.
    Pobierz broszurę - kliknij

Opublikuj treść u siebie

Chcesz zamieścić tą treść na swoim
blogu, za darmo? Nic prostszego!

Wystarczy, że wstawisz link zwrotny.
Zobacz jak publikować nasze treści.

  • Pisz dla nas
    Pisz dla nas, ekspercie

    Szanowny ekspercie.
    Podziel się wiedzą i odbierz zapłatę.

    Za dobrą treść, płacimy dobre pieniądze.
    Sprawdź to - kliknij tutaj.

  • Wesprzyj nas
    IMarketing

    Podoba Ci się to co robimy?
    - Udziel nam wsparcia, to łatwe - sprawdź tu.

Kliknij lubię to na
x
Będziemy Ci bardzo wdzięczni za
sugestie lub informację o napotkanym
błędzie. Każdego dnia wkładamy wiele
pracy, aby te strony były lepsze.

Pozwól nam Tobie podziękować:
no-spam